Młoda ma już drugi raz zapalenie węzła chłonnego, lekarka nakazała bezwzględnie zrobić badanie krwi!! I to już, nie czekać. Coś sieje, pytanie co? Fakt, migdały ma bycze, może to to...może... Kurde! Zawsze jak dzieci chorują, panikuję! Nie umiem pozbyć się czarnych myśli i pogrążam się w najgorszych wizjach! Jutro idę robić badania, wyniki po południu. Noc na pewno nie przespana!
Młody, w dwa dni po swoich siódmych urodzinach, nie mogąc zapaść w sen sprawiedliwego, leżał w sufit wpatrzony i liczył. Liczył i leżał. Co liczył, palcami przebierając, pod nosem cichutko mrucząc?
Nakryłam
męża z inną kobietą!!!! Całował ją pod naszym blokiem!!!!! Jak on mógł mi to zrobić!!! Zdrajca podły!!! Nienawidzę go!!!!Co mam robić??? Rozwód? Wybaczenie? Rewanż?
Mówiłam żem panikara?? Do tego taka niezgorsza, z P
największego pisana. Co sprawczym jest jej czynnikiem w głowę od iks lat
zachodzę. Czy wychowanie surowe, czy wątły genotyp przejęty. A może mleko
skażone... mhm, jako, że cyca „nie ciągłam”, mamę z win wszelkich oczyszczam. Do peerlowskich
mleczarni krąg winowajców zawężam…
Być
może emocje, towarzyszące mi podczas oglądania filmu „Miasto
śmierci”, nie byłyby tak intensywne, gdyby nie fakt, że w 1997
roku spędziłam w tym mieście kilka godzin. Perspektywa 16 lat
zrobiła swoje, skutecznie zamazując realność tamtych wydarzeń,
kiedy to we wrześniu 1997 roku razem z łotewską koleżanką,
wynajęłyśmy kierowcę i przekraczając granicę
amerykańsko-meksykańską znalazłyśmy się w jednym z
najniebezpieczniejszych miast świata – Juarez!
Dokładnie o 4:45 krótki dźwięk dzwonka u drzwi wybudził mnie
ze snu głębokiego. Uszy swe nastawiłam, niczym ten wielkanocny, puszysty, nie słysząc jednak intruza pod drzwiami, do wyrka ciepłego wróciłam. Widać sen z jawą się zmieszał, w głowie mej zaspanej trochę namieszał.
Krótką chwilę wszystko to trwało, sen dalszy jednak skutecznie
wyeliminowało. Miejsce snu przyjemnego myśli natrętne, niepokojące wypełniły.