Żira na kopertę bez znaczka dłużej czekać nie będzie!
I podejmie decyzję bez konsultacji z zielonym Włodkiem i pomarańczowym Zygusiem. Według własnych, obrzydliwie subiektywnych kryteriów, zwanych dalej widzimisię.
Nie wiem czy to kwestia podeszłego wieku, nieujarzmionych hormonów, czy wysokiej emisji dwutlenku węgla do atmosfery, ale od kilku dni tak strasznie chce mi się jednej rzeczy, że zaczynam się zastanawiać, czy ja się aby nie zakochałam! Na zabój i póki nas śmierć nie rozłączy. W zdrowiu i ptasiej grypie. W pogodzie i śniegu z deszczem.
Nie słyszałam w swym życiu zbyt wielu komplementów i pewnie pamiętam je tak dobrze nie dlatego, żem próżna jak ten puch marny, lecz dlatego, że one takie mocno deficytowe. Incydentalnie sporadyczne rzekłabym :)
Dziesięć lat temu o tej porze byłam bliska obłędu, od którego uwolnić mógł mnie albo strzał w tył głowy, albo wyciągnięcie ze mnie czterech kilo i trzystu dziesięciu gram sześćdziesięciocentymetrowego prezentu urodzinowego. Skończyło się na tym drugim, ale dopiero na Teleexpressie! Po siedemnastu godzinach!
Dziś nie będzie o górnikach, bo i tak już mi notowania pospadały :) Dziś będzie o nauczycielach. A właściwie to o nauczycielce. I nie będzie to o mojej mamie, choć i na nią przyjedzie wreszcie kolej. Niech mi tylko jeszcze raz powie, że jej krupnik jest lepszy!!