piątek, 31 lipca 2015

Czasem suka, czasem dwie, czyli... jestem jaka jestem

Właśnie zauważyłam, że sąsiedzi nie są w stanie mnie już dłużej podglądać. Nie dlatego, że ich żony w końcu odkryły po co oni cały czas wyłażą na ten balkon i do tego z lornetką. Również nie dlatego, że od nadmiaru słońca i przedłużających się wakacji zbrzydłam/zgrubłam/wyrósł mi penis. 
Ani wszyscy nagle nie poumierali.

Okna mam brudne. Bardzo!
Ale zanim przywrócę im, tym ciągle żywym sąsiadom, wiarę w sens dalszego życia, będą musieli jeszcze chwilę poczekać, bo...
bo najpierw to ja się muszę wyżalić...

Kto wie, ten wie, że dziesięć dni z mamusią i tatusiem spędziłam. Czasami lubię. Góry, rzeka, pierogi z jagodami, gołąbki i drapanie po plecach. 
No i sąsiedzi mają czas by zatęsknić ;)).
Ale może nie każdy wie, że...
że z roku na rok to ja stwierdzam, że coraz trudniej wytrzymać mi z moim tatą. Tak tak, dobrze słyszycie. Z tatą. Ze starym zgryźliwym tetrykiem. Kocham tego faceta, szanuję i staram się żyć z nim w zgodzie, ale nie mogę znieść pewnych rzeczy, a mianowicie...

Rozmawiamy o tym, jak to pojechaliśmy do Francji i okazało się, że mąż zapomniał o przeglądzie, na co słyszę: "to była skrajna nieodpowiedzialność!!!". 
Oczywiście nie mogę się z tym zgodzić - skrajna nieodpowiedzialność byłaby wtedy, gdyby mąż świadomie ruszył w taką podróż bez przeglądu. A on najzwyczajniej w świecie zapomniał. Miał prawo. Przed samym wyjazdem miał zbyt wiele na głowie - praca, zlecenia od klientów "na wczoraj", organizacja obozu kolarskiego dla dzieci. Czasami nawet seks z żoną ;). 
Tłumaczę go. Uważam, że na to zasłużył.
Na co słyszę z wyrzutem, jakbym była sprawcą co najmniej rzezi wołyńskiej: "ty go zawsze bronisz!". 
"Nie tato! Bronię go wtedy, kiedy mu się to należy". 

Kolejna sytuacja... jakaś głupia gadka i nagle niby żartem wtrącone coś na temat moich traum z dzieciństwa, z których mój ojciec się naigrywa. Pojawia się kwestia moich kompleksów, tego, że są one wynikiem właśnie tego w jaki sposób byłam traktowana jako dziecko.
"Ty masz kompleksy???" (wielkie zdziwienie ojca, które gdyby mógł, to by wzmocnił pozorowanym atakiem serca, ale chyba mu nie wyszło, bo nie zauważyłam ;))
"Mam"
"Ale chyba nie powiesz, że to nasza wina"
"Tato.. wierzę, że mieliście dobre intencje, ale wiesz ciągła krytyka, surowa ocena, podważanie moich decyzji... to wszystko miało wpływ..."
"Co ty mówisz! Ty nie byłaś zakompleksiona (ON TO WIE LEPIEJ!!! ON WIE CO CZUŁAM!!! JA NIE!!!) To twoje małżeństwo chyba tak cię zmieniło".

KURWA!

Zauważam jedną prawidłowość - oni nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że to oni mogli zrobić coś źle... z jednej strony ich rozumiem... nie mieli złych intencji, ich celem było "moje dobro", ale wyszło inaczej...
Tylko dlaczego chcą całą winę przerzucić na kogoś innego? Ja nikogo nie obwiniam, ale oni TAK!
Nie potrafią uwierzyć, że nie jestem "zmanipulowana" przez mojego męża. Że mam własną wolę, własny rozum, własne zdanie, którego nie boję się wypowiedzieć na głos! Uważają, że tańczę pod muzykę graną przez męża.
I jeszcze jedno (sporo tego, nie?? a spędziłam tam tylko 10 dni ;).
Z głębokim żalem stwierdzam, że jest jedna rzecz, z którą nie może sobie dać rady moja mama! A mianowicie... 
moja mama ma problem z tym, że jestem szczęśliwa...
I ja wiem dlaczego. 
Dlatego, że gdybym nie była, mogłaby ze szczerym współczuciem i nieudawaną troską w oczach powiedzieć: 
" a nie mówiłam"

To se naskarżyłam! Ech...

PS... i jeszcze jedno...
Ja NIGDY nie będę powodem do dumy dla moich rodziców...
Moja mama:
"przykładem takiej rozsądnej kobiety jest dla mnie Weronika - wyszła za mąż, po dwóch latach urodziła dziecko, za trzy lata kolejne, wszystko przemyślane, rozsądne"
na moje "to tak jak ja, mamo" zmarszczyła brwi, po czym... zmieniła temat


63 komentarze:

  1. Kochana!Jesteś piękną, mądrą, świadomą swojej siły i inteligencji kobietą (napisałam to?chyba upadłam na głowę;)) rodziców nie zmienisz,nie przejmuj się;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kochana!Jesteś piękną, mądrą, świadomą swojej siły i inteligencji kobietą"
      wiem :)))))))))))))))))

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. to mi może powiedz czy aLusia grzeczna była ;)

      Usuń
    2. Ona w kazdej sytacji damom jest!
      natomiast Twoja postawa zawiodła mnie srodze

      Usuń
    3. ale jakby co to Margo po tyłku lać będziesz, prawda? ;))

      Usuń
    4. No fakt.Jest po czym Mijeczko:)))

      Usuń
    5. ależ moja droga, ja ZAWSZE jestem grzeczna, jka w ogóle mogłaś pytać!!!!

      Usuń
    6. bo ja wiem?? może przyjdzie taki czas, że się zepsujesz ;) A ja chcę być pierwsza, która się o tym dowie ;)))

      Usuń
    7. z powodu swej skandalicznej absencji i tak byś nie była pierwsza :):)

      ale, ale, mozesz mieć jeszce szansę, ponieważ wczoraj wpadłam na pewien fantastyczny pomysł - musimy się zdzwonić, to Ci go przedstawię :)

      Usuń
    8. Czy ten pomysł obejmuje moja osobe????? He ?!

      Usuń
  3. Problem z rodzicami to temat na jak wielka rzeka. Odczucia podobne mam, ale powody zupełnie inne.
    A poza tym jesteś wielką szczęściarą i tej wersji się trzymajmy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem wielką szczęściarą, która czasami musi sobie popłakać ;)

      Usuń
  4. Dobrze ze sie juz niedługo spotkamy!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no dobrze, dobrze Margoś :**

      Usuń
    2. a niedługo się spotkamy?

      Usuń
    3. to zależy tylko od Ciebie dear

      Usuń
    4. :) :) od wieczora męczy mnie pewna idea.. :) :)

      Usuń
  5. Dobrze, że już wróciłaś :))
    Są ludzie, którzy zmienić się nie chcą, nie czują takiej potrzeby i my nie możemy na siłę ich zmieniać. Najwyraźniej tak jest z Twoimi rodzicami. Wiem, że to głęboko boli ale Ty jesteś silna!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ich nie chcę zmienić, ja po prostu ubolewam nad tym jacy oni czasami potrafią być... niehumanitarni ;)

      Usuń
    2. Wiem, ale .... ubolewasz, a to zawsze boli :((
      Moja mama za to tak uwielbia mego męża, że czasami tym do szału mnie doprowadzała. Bo wszystko ach i och to jest zięć. Tak jakby dom, dzieci, rodzinę stworzył sam beze mnie... Jak urodził się mój Młodszy, to wzięła bezpłatny urlop i przyleciała do nas na dwa miesiące. Za co do dzisiaj jestem jej wdzięczna. Ponieważ Starszy miał tylko dwa lata, a mąż dnie i noce spędzał w pracy, to naprawdę nam pomogła. Gotowała, ogarnęła, uprała. Bo ja albo z Młodszym przyczepionym do piersi siedziałam, albo ze Starszym, który matki potrzebował. Albo po zakupy musiałam jechać, to tylko jednego ze sobą ciągnęłam, drugiego z mamą w domu zostawiałam. I obaj w nocy nie spali, więc przemęczona byłam. Mama mi baaardzo pomogła fizycznie. Chcieliśmy rodzicom za ten gest się odwdzięczyć. W końcu na bezpłatnym urlopie była i jakby nie było pracowała u nas. Kupiliśmy im zmywarkę do domu, bo chcieli ten wynalazek w swojej kuchni. Przez kilka kolejnych lat, przy każdej okazji chwaliła się (także przy mnie), że zięć im zmywarkę kupił. Zięć! No przecież nie córka... Zawsze było mi przykro z tego powodu. Oto jeden z przykładów, a takich jest wiele. Ona we krwi miała, że nigdy mnie nie pochwaliła. Za nic.
      Jakoś rok temu wszystkie te zachowania jej wybaczyłam, przyjęłam za normę, przestałam ubolewać i jakoś tak mi ulżyło. Swobodnie z mamą rozmawiam. Ale nie jestem gotowa na 10 dni u nich! Jeszcze nie.
      Chciałabym być inną matką dla swoich dzieci. Problem w tym, że wzorca nie mam. Tylko intuicję.

      Usuń
    3. Iza, żeby nie było, to moje stosunki z rodzicami są naprawdę ok. Dogadujemy się, z mamą plotkujemy, chodzimy na zakupy, na spacery, śmiejemy się i pijemy wino. Ale... ale to wszystko jest robione z pewną dozą ostrożności - żeby czasem tylko nie poruszyć drażliwych tematów, bo możemy się pokłócić. Ja naprawdę nie oczekuję od nich, że będą się mną zachwycali, ja po prostu nie mam już siły przyjmować na klatę tych wszystkich insynuacji i dwuznaczności. Ale i tak jest lepiej niż jeszcze 4-5 lat temu, kiedy spędziłam u nich miesiąc i tak iskrzyło, że wreszcie pierdolnęło z wielkim hukiem i mało brakowało, a spakowałabym manatki, wzięła dzieci pod pachę i wyjechała bez pożegnania....

      Usuń
  6. zawsze się zastanawiam, skąd się bierze takie zachowanie rodziców?
    ja nigdy nie byłam za nic chwalona, ale wiem, że rodzice bywali ze mnie dumni. Od czasu do czasu

    dlaczego tak nie lubią Twojego męża?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo nie spełnia ich oczekiwań :(

      Usuń
    2. a twoje spełnia, prawda?
      ja chyba też nie bardzo spełniałam oczekiwania matki męża mego
      ale po 15 latach zaczęła zmieniac zdanie
      teraz widzi sprawy trochę inaczej
      chociaż moja rodzina ciągle jest nie ten tego dla niej

      Usuń
    3. moje bardzo spełnia :)))
      ale to się nie liczy

      Usuń
    4. moim zdaniem liczy się najbardziej, ale może ja się nie znam :) :)

      Usuń
  7. Szkoda, że nie potrafią się po prostu cieszyć z tego, że ich córka jest szczęśliwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okna umyłaś? Zlituj się nad tymi sąsiadami! ;pp

      Usuń
    2. też mi tego szkoda i niestety czasami to wywołuje mój sprzeciw! i potem powstają takie posty ;)
      a okna, umyłam, a jak! zdrowie narodu najważniejsze ;)))

      Usuń
  8. Mia, a nie potrafisz zamknąć tamtego okresu życia i powiedzieć sobie głośno: PIERDOLĘ to co było?! Nie ma co się oglądać wstecz: było, minęło i już nie wróci. Jesteś dorosła, jesteś odpowiedzialna za swoje życie. Nie ma co wracać do tego co było. Wychodzę z założenia, że takich rodziców mamy/mieliśmy jakich mamy/mieliśmy. Nikt nas nie uczy jak być rodzicem. I tak naprawdę nie mamy żadnej gwarancji, że swoje dzieci wychowujemy idealnie, cudownie, sprawiedliwie. Za jakiś czas też nam mogą wyrzygać, że nie byliśmy takimi jakimi być powinniśmy. Nasi rodzice nie mieli miodu, bo zazwyczaj to są powojenne dzieciaki. Im jestem starsza tym więcej rozumiem i nie obwiniam ich o wszystko, co złe, za to jaka jestem, jaka powinnam być. Staram się jak mogę być najlepszą matką dla swojego syna, ale nie mam gwarancji, że on uważa, że jestem ok matką. Gdzieś, kiedyś przeczytałam, że wystarczy być wystarczająco dobrym rodzicem.
    Uwierz w siebie, ciesz się, że masz swoją rodzinę, dobrego męża, że tworzycie fajny związek i unikaj tego, co Cię boli, co Cię rani.
    Za to brzydkie słowo PRZEPRASZAM, ale ono musiało być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aśka, ile ja już to razy pierdoliłam! milion pięćset sto dziewięćset :)
      ale wiesz, czasami takie nastawienie najbliższych po prostu boli....
      błędy błędami, ale... ale jak można nie cieszyć się tym, że córka ma kochającego, cudownego męża, że jest szczęśliwa i zadowolona z życia? Dlaczego widzą tylko to, co nie do końca się mi udało (mam na myśli życie zawodowe) albo dopatrują się czegoś, czego nie ma?? po co??

      Usuń
    2. Kochana Mia, takie nastawienie boli tylko dlatego, ze nie wybaczylas ani sobie ani im. Oni nie mogli Ci dac tego czego sami nie mieli, dali to co mogli i za to ich kochasz. A tego co nie dali wtedy nie dadza teraz, przestan oczekiwac i daj sobie sama te milosc, dume z tego kim jestes i wszystkie komplementy swiata.
      Dopoki nie wybaczysz sobie tego bezmyslnego (wybacz ale takie to jest bezmyslne) oczekiwania na to czego nigdy nie dostalas i nie dostaniesz, dopoki nie wybaczysz im tego, ze nie dali bo nie mieli albo nie umieli to bedziesz sie zderzac z ta sciana.
      Ile mozna walic glowa w ten sam mur?
      Daj sobie spokoj, zburz ten mur, olewaj to co mowia, po prostu naucz sie nie reagowac, naucz sie nie oczekiwac i zobaczysz ze tak sie da zyc.
      Albo ich po prostu zaskocz i przy kolejnej wizycie podziekuj za to ze sa Twoimi rodzicami, podziekuj za to ze byli i sa wspaniali i to pomoze nie tylko procesowi wybaczania ale tez zamknie temat raz na zawsze, bo nie beda mogli Cie krytykowac za to co Ty sama uznajesz jako wspaniala ceche u nich.
      Przestan dawac im bron do reki skoro wiesz, ze jej uzyja.

      Usuń
    3. Proces wybaczenia jest cholernie trudny...i całkowicie wyzwalający! Ja wybaczyłam, tak do końca, wszystko odpuściłam, jakiś rok temu dopiero. Dla mnie to był dość długi proces. Dało mi to prawdziwą wolność!
      Star, sama mądrość przez Ciebie przemawia :))
      Problem w tym, że to trzeba tak szczerze w sobie, do końca, nie wystarczy sobie to tylko wmówić, przebaczyć trzeba prawdziwie w sobie.

      Usuń
    4. Oczywiscie, ze to trzeba sobie w glebi siebie przepracowac, ale nikt tego za nas nie moze zrobic.
      Oczekiwanie, ze cos sie samo zmieni tez jest bezsensu.

      Usuń
    5. Star, to wszystko co mówisz jest naprawdę bardzo mądre i prawdziwe, wiele z tego już udało mi się osiągnąć, nie reaguję już tak emocjonalnie jak kiedyś, potrafię się sprzeciwić bez podnoszenia głosu, potrafię coś obrócić w żart, potrafię podważyć ich zdanie... ale, ale i tak czasami przychodzi taki moment, że jest mi z tym źle... zatem to dowód na to, że faktycznie ten proces, o którym mówisz ciągle u mnie trwa, nie został zakończony i w sumie to nie wiadomo, czy kiedykolwiek zostanie...

      Usuń
    6. ja Cię i tak podziwiam, że to chciałaś poruszać. Ja krzywdy z dzieciństwa wolałam zamieść pod dywan. Nawet czasem mamcia sama porusza, że może nie była dobrą matką, że to, czy tamto, ale ja ucinam temat - już mnie to nie boli, a nie mam serca im tego teraz mówić. Uważam, że to i tak już nic nie zmieni - co miało płynąć na moje popieprzenie to i tak wpłynęło, a im, a zwłaszcza mamie, chyba by pękło serce - a przynajmniej tak mi się wydaje :)

      Usuń
    7. Mia proces jest dlugi to nie ulega watpliwosci. Nie przyspieszysz go oczekujac wspolpracy ze strony rodzicow, jedynie mozesz tak pracowac nad soba, zeby przyspieszyc go przez zmiane wlasnego zachowania i reakcji.
      Jak moja mama przyjechala do mnie na 6 miesiecy (wiele, wiele lat temu) to od razu pierwszego dnia powiedzialam jej, ze sa 4 tematy na ktore nie mozemy rozmawiac, bo wiadomo, ze sie poklocimy:)))
      I ja sie tej listy mocno trzymalam, oczywiscie mama (moja mama) nie bylaby soba gdyby nie ruszyla ktoregos tematu z listy przynajmniej kilka razy w tygodniu.
      Co robilam jak ona wkraczala na niebezpieczny teren?
      W zaleznosci od tego gdzie to bylo wychodzilam lub odchodzilam na pol godziny wczesniej oswiadczajac, ze jak wroce to mam nadzieje, ze ona sobie juz sama na dany temat pogada.
      Dzialalo.
      Z jednym wyjatkiem, kiedy ja szykowalam Thanksgiving na 17 osob a ona wlasnie zaczela.
      Dostalam wkurwa, bo nie moglam wyjsc, nie moglam zostawic calego gotowania i pojsc sobie na spacer, wiec wykrzyczalam co o tym mysle. Nie na temat, ktory poruszyla tylko na jej temat, ze jest terrorystka i zachowuje sie jak niesforna nastolatka, ktora nie potrafi milczec na tematy sporne.
      Wyszla do swojego pokoju i zaczela sie pakowac:))) Owczesny, bo to bylo za jego czasow, przyszedl do mnie do kuchni i mowi "co sie stalo, mama sie pakuje?"
      Na co ja glosno tak zeby slyszala "pakuje sie, to swietnie, zawiez ja na lotnisko i niech tam czeka te dwa i pol miesiaca do terminu jej biletu"
      Przestala sie pakowac, histeria minela i do konca jej pobytu byl wzgledny spokoj:)))
      Wiem, ze to trudne, wierz mi sama przerabialam latami. Wiem rowniez, ze mnie bylo latwiej bo bylam daleko i to ja trzymalam lejce we wlasnych dloniach, moglam je popuscic lub skrocic w zaleznosci od potrzeby. Ale naprawde oni sa jacy sa i dpoki sami nie widza potrzeby zmiany to nic co Ty powiesz lub zrobisz tego nie zmieni.
      Mozesz zmienic tylko siebie.
      buziam:***

      Usuń
    8. Star, mówisz jak moja psycholog :)
      i ja to wszystko rozumiem, ale przychodzi czasami taki moment kiedy człowiek musi się trochę poużalać, wątrobę oczyścić i takie tam :)
      dzięki :**

      Usuń
  9. no właśnie, nie zawrócisz kijem Wisły:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale ponarzekać se czasem mogę, nie? ;)

      Usuń
    2. no ba, jasne, dzięki temu oczyszcza się wątroba :)

      Usuń
  10. Mhm.
    Trochę nie wiem, co się w takiej sytuacji pisze.
    Odległy to świat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to fajnie, że odległy...

      Usuń
    2. Mia! Ja ci powiem za długo tam byłaś! I mówię to z autopsji!
      Poza tym zgadzam się z Asią i Star a kiedyś... pogadamy.

      Usuń
    3. Sollet, cztery lata temu to ja tam byłam przez miesiąc i wtedy prawie, że poszło na noże... od tamtej pory dwa tygodnie to max!! A i to tak jeszcze za długo :)

      Usuń
    4. idziesz na maxa. Ja kocham moich rodziców i choć oni są zupełnie neutralni, to jednak dla mnie trzy dni to max. Potem się zaczynam irytowac. Po prostu musisz skracać odwiedziny, a szczęście rodiznne nastanie :)

      Usuń
    5. mój mąż też mi zawsze powtarza, że ze sportów ekstremalnych to powinnam się jednak skupić na czymś mniej ekstremalnym ;)))

      Usuń
  11. A wydawało się, że już masz to przepracowane!
    Mia, ciesz się własnym szczęściem. Pewnych rzeczy nie zmienisz, nie masz na to wpływu. Dobrze, że mówisz rodzicom szczerze i wprost co myślisz i co czujesz . Może kiedyś zrozumieją...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olgo, i mi się tak wydawało... widać ten proces wciąż trwa

      Usuń
    2. nie denerwuj isę więc, tylko flow - płyń z falą :)
      Ty to masz przepracowane, a że oni nie, to trudno, moze nigdy nie dojrzeją :)

      Usuń
    3. etap dojrzewania to oni już mają za sobą, niestety :(

      Usuń
  12. Mia, ślicznaś przecież, bo sąsiedzi nie chcą oka oderwać od lornetki, gusa muzgu nie masz, nafet okna umyuaś......więc tylko się cieszyć:P
    Trzymaj się, buziole ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. tak
    "rodziców człowiek nie wybiera
    są jacy są
    na młodzież lubią się wydzierać
    a przy tym czasem łżą"

    taką piosenkę śpiewałam gdym do liceum chodziła
    kurde - sama prawda

    Mamma! - lubię to, że jesteś szczęśliwa :* 5

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dosiu, czemu to Ty nie jesteś moją mamą?? ;PPP

      Usuń
    2. eheheh :) czemu nie znałam tej piosenki jak byłam nastolatką??? moje życie byłoby znaczeni łatwiejsze ! :)

      Usuń
  14. Mia nie jesteś sama z tą rozsądną konkurencją.
    Ja też mam takiego "awatara".

    OdpowiedzUsuń
  15. Mamma, ja sem myslem, ze oni moze sa jak te dzieci we mgle. O moich tez tak mysle, chca dobrze, ale chyba nie zawsze im wychodzi. Moze nam nasze dzieci tez kiedys cos wygarna, a przeca staramy sie bardzo i uczylismy sie na bledach naszych rodzicow i na super niani. ;)
    Sciskam w waskiej talii. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wygarnąć pewnie i wygarną, choćby to, że im czipsów i koli nie pozwalam na obiad w niedzielę jeść ;))

      Usuń