poniedziałek, 10 sierpnia 2015

No to zaszalałam...

Kraków kusił, nie powiem - finał Tour de Pologne i aLusia w jednym, to naprawdę jak kumulacja w lotto. 
No ale kiedy okazało się, że przy trzydziestu pięciu zaczynam dziwnie pachnieć i jedyne co mi się nie poci to paznokcie, postanowiliśmy zamiast kibicować kolarzom, eksplorować górny bieg rzeki Wisły. 
Moczyć dupy znaczy się :).

Poza tym planowany start Młodego w Mini Tour de Pologne właśnie w Krakowie nie wypalił. Podczas walki o trzecie miejsce w Dąbrowie Górniczej - podobnie jak zawodowcy wjeżdżający kilka godzin później na metę – mój syn zaliczył kraksę.  Ale i tak wjechał na metę na dwudziestej ósmej pozycji! A Młoda na sto czternastej :). A potem sru, na izbę przyjęć. I siedem niebieskich szwów! 

Wiecie, że sobie lubię na siebie ponarzekać, nie? 
A żem za płaska, a żem zawodowy niebyt, albo, że seks to sześć razy w tygodniu, w tym dwa razy sama :). Ale...
Ale wiecie co? Chyba jednak jest coś, z czego jestem dumna. To ja. 
Tak mamo, tak tato. Jestem z siebie dumna.
Bo kiedy czytam coś takiego:
"Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie. Już dziś co piąte (22 proc.) ma problemy z nadwagą i otyłością, a w Warszawie i okolicach niemal co trzecie (32 proc.). W stolicy w ciągu ostatnich trzech dekad liczba małych grubasów wzrosła dziesięciokrotnie. W grupie 11-latków, jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, polskie dzieci są już najtęższe w Europie. Nie tylko dlatego, że fatalnie się odżywiają. Również dlatego, że coraz mniej się ruszają."
to najzwyczajniej w świecie robi mi się żal tych wszystkich dzieci, których rodzice regularnie wypisują zwolnienia z wuefu "bo-nie-będziesz-się-biedactwo-ty-moje-męczył-na-tym-głupim-wuefie-czasem-się-rozchorujesz"", nie pozwalają jeździć na rowerze "bo-złamiesz-rękę-albo-nawet-dwie", dla których aktywny weekend to dziecko przed kompem, ojciec przed drugim "bo-tatuś-jest-synku-zmęczony-jak-kurwa-jego-mać". Ewentualnie wyjazd nad rzekę, by pierwsze piwo wypić zaraz po rozłożeniu leżaka, a drugie nim na grillu dojdzie toruńska "idź-się-pobaw-syneczku-z-kaczuszkami-tatusiowi-chce-się-pić". 

Pytam Młodego? 
- Twój ulubiony przedmiot. 
- Wf.

- Jedziemy w tym roku w Tatry?
- Taaak!! Chciałbym wreszcie zaliczyć dwutysięcznika.

- Nie pojedziemy synu do Krakowa, bo masz szyte kolano.
- Ale wiesz... już mnie nie boli i zobacz, o, nawet już kości nie widać :)))

Moje dzieci uwielbiają rowery, narty, spacery i chodzenie po górach. Ale tego się nie kupuje na allegro. Tego to nawet na naukach przedmałżeńskich, obok nauki badania lepkości śluzu, nie uczą. Tu wszystko co jest potrzebne, ba!, niezbędne wręcz, to fajny tata i fajna mama. Tata, który dzieci do sportu zachęca, który go wspólnie z nimi uprawia. Wtedy basen w niedzielę na ósmą, kiedy inni jeszcze śpią, lub odmawiają zdrowaśki, albo czterdzieści kilometrów na rowerze w wolną sobotę stają się tak oczywiste jak popcorn i cola raz do roku i to tylko w Cinema-City :).
Oczywiście nietaktem byłoby zapomnieć o mamie. Ona oczywiście też musi być fajna :). Najlepiej taka, co jak widzi Czantorię to płacze wzruszeniem powodowana, a na szlak wstaje o piątej rano, by już o siódmej, upocona jak świnia, wdrapywać się nad Czarny Staw :). Byle przed burzą, która ma być o 15:23 :)
No!
I jakby kto jeszcze nie zauważył to chwalę się! 
I mówię o tym otwarcie! 
Moje dzieci mają fajnych rodziców :)

Ileśmy się nasłuchali, kiedy Młody w wieku pięciu lat zaczynał przygodę z MTB. Że go wyeksploatujemy, że realizujemy swoje chore ambicje, że mu komora serca to weźmie i się powiększy i że w sumie, to my to nasze dziecko to na pewno ukatrupimy.
Kiedy Młoda w wieku niespełna trzech lat po raz pierwszy założyła narty usłyszeliśmy, że jesteśmy mekekeke (czytaj: jebnięci :), że to nieodpowiedzialne i niebezpieczne i że na pewno to my ją też ukatrupimy.
A jak wychodzimy na szlak i ma on kolor co najmniej żółty ;), to już na pewno - niczym członkowie sekty Świątyni Ludu - zbiorowe samobójstwo popełnić chcemy
No bo chyba nie, że my to lubimy :).
Tak było kiedyś, a teraz?? 
A teraz to się jak balony nadymają i chwalą na imieninach u ciotki! Że Młody mistrzostwa w kolarstwie górskim wygrywa, a Młoda z uśmiechem po stokach szosuje, tak, że jej płatki śniegu na migdałach osiadają. Pacz panie, jakie oni to te wnuki usportowione mają. Ciekawe jak i dlaczego?
Ale co tam! Nie żałuję im. Niech się chwalą. Niech pękają z dumy.

Ja tam sobie z siebie popękam ;)


105 komentarzy:

  1. Gratulacje dla dzieci, taty, a przede wszystkim dla Ciebie, Matko! Ciesz się i chwal, bo jest czym!
    Moi sportowe umiłowania i umiejętności zawdzięczają tacie. Co też i moją zasługą jest, że takiego ojca im wybrałam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. otóż to Iza! Wyłowić takiego w tłumie adoratorów to dopiero jest sztuka, nie?? :))

      Usuń
    2. czyli podsumowując, Iza, wszystko jest Twoją zasługą ;)

      Usuń
    3. :)) jak nie jak tak, chwalić się trzeba, tak Mamma uczy !!!
      Otóż właśnie, bo na ten przykład serce mnie też ciągnęło do takiego, co non stop wiersze swoje mi czytał, ledwo czasami nos z nad książki mu wystawał, a jego życiowym sportem było pokonywanie schodów w bibliotekach. No ciężki wybór miałam :))

      Usuń
    4. Iza, pewnie, że trzeba, koniec z podwijaniem ogona i narzekaniem jaka to ja jestem do dupy ;)))
      Oj, to chyba dobrze, żeś tego bibliotekarza pogoniła, pewnie miałby już brzuch wielkości 12-tomowej encyklopedii ;)).

      Usuń
    5. nie wiadomo, mógłby się zasuszyć jak mysza za regałem....

      Usuń
    6. i jakby go dźgnąć patykiem, to by się pokruszył???
      fuuuujjjj ;)

      Usuń
    7. hmmm.... nie mam pojęcia, nie mam szczęśliwie takich doświadczeń ;)

      Usuń
  2. Tak do konca nie pekaj. Tyle jeszcze rzeczy zostalo, zeby domowa mlodziez zainspirowac, wiec kto, jak nie Ty...
    Oraz gratuluje! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie no, spuściłam trochę powietrza, sama jestem w domu to mogę ;)))

      Usuń
  3. Fajnie te Wasze dzieci maja z Wami! Tylko pogratulowac! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też tak, nieskromnie, uważam ;)
      i dziękuję :)

      Usuń
  4. Rower, aikido, kilka lat w formacji tanecznej i... zwolnienie z wf przez ostatnie 5 lat edukacji-to historia mojej Młodej. Dlaczego zwolnienie? Bo w naszym systemie na problemy z nadgarstkami (!!!) daje się zwolnienie całościowe, a pani na wf, na stwierdzenie 'proszę pani, ja mogę ćwiczyć, ja tylko nie mogę obciążać rąk' odpowiada 'nic z tego, zwolnienie jest zwolnienie, ja odpowiedzialności nie wezmę'. Teraz, na studiach nie ma wf, biega każdego ranka, bo... lubi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli faktycznie dziecko ma problemy zdrowotne, to ja to rozumiem, ale rodzice często (niestety na prośbę dzieci, które nie cierpią wuefu z jakiś powodów) idą z nimi do lekarza i załatwiają im takie zwolnienie. Albo co jakiś czas po prostu wypisują je w zeszycie kontaktowym, ot tak, żeby dziecko sobie odpoczęło. Tego nie pochwalam i w sumie to dziwię im się, bo w ten sposób wyrządzają swoim dzieciom więcej szkody niż pożytku. Potem rosną takie ciapy, które nie potrafią przebiec dwustu metrów bez zadyszki!

      Usuń
    2. Wiesz, to nie były jakieś straszne problemy, ale pozbycie się ich zależne było od nieobciążania rąk. Młoda mogła biegać, skakać, tańczyć (wyczynowo wręcz) ale pani na wf musiała mieć na piśmie konkretnie, czego jej nie wolno robić, a ortopeda mówił 'proszę pani ja nie jestem w stanie przewidzieć wszystkiego, mogę napisać: nie obciążać rąk'. Ręce mi opadały i... Młoda nie ćwiczyła, w szkole, bo na fitness chodziła, a pani instruktorka mogła powiedzieć wszyscy robią jedno, a ty Młoda coś innego.

      Usuń
    3. w takim wypadku to faktycznie nie wiadomo co lepsze...
      no ale jak już pisałam, to uzasadniony przypadek, gorzej jak dzieci przynoszą zwolnienia, bo rodzice nie chcą, żeby się biedactwa zmęczyły
      tak jak pisze aLusia, dużo zależy od prowadzącego, ale z drugiej strony, do cholerki, mój nauczyciel z historii też był do dupy i jakoś chodzić musiałam :(

      Usuń
    4. ja to w ogóle wszystko musiałam. Moi rodzice byli niezwykle praworządni w naszym imieniu.
      Jedyne odstępstwo jakie moja mamcia uczyniła podczas mej długiej edukacji to nielegalne zwolnienie mnie z zajęc chóru w muzycznej, którego nienawidziłam całym sercem i na który już żywcem nie miałam czasu...

      Usuń
    5. aLusia, widać moi byli bardziej praworządni bo na chór przez 5 lat chodziłam!!!
      a słuchu zero!!! ;)

      Usuń
    6. Moja Mum też była prawilna do bólu, ja w związku z tym ( a może na przekór) miałam z Młodą umowę: 'jeden dzień w semestrze wolny bez podania przyczyny'. Nie zawsze wykorzystywała ten przywilej. Natomiast jeżeli chodziło o ruch zawsze jej tłumaczyłam 'możesz nie ćwiczyć, ale to twoja d... rośnie, więc czasem lody i gofry i wypocisz to na treningu, albo dieta trawiasta'. Przemawiało do wyobraźni, jak nic. A rodziców zwalniających z zajęć ruchowych nie rozumiem. Oprócz zwyczajnego spalania kalorii dzieciaki uczą się walczyć z własnymi słabościami, a gdzie mają to zrobić, jak nie na wf czy treningu.

      Usuń
  5. sprawa jest oczywista. To zasługa dziadków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze! Przecież geny przekazali :))

      Usuń
    2. no jakby się uprzeć... ;))

      Usuń
    3. spytaj ich jak nie masz pewności :)

      Usuń
    4. e tam, w sumie teraz to już mi chyba wszystko jedno... wiesz, jeszcze przed ślubem to bym się jednak bała, że mogę się zupełnie nieświadomie zakochać w swoim bracie, lub kuzynie w pierwszej linii ;))

      Usuń
  6. Jak ja zazdroscilam tym ktorzy mieli zwolnienie z w-f'u! Moi rodzice nigdy sie dali sie przekonac, ze jesli po godzinie robienia przewrotow chce mi sie wymiotowac to ono mi sie nalezy. :P Ale rower, narty i skakanie w gume uwielbialam. ;) Moje dzieci na szczescie nie wdaly sie we mnie i w-f bardzo lubia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lola, powiem Ci szczerze, że ja też nie lubiłam lekcji wuefu, ale przecież to nie o to chodzi. Historii też nie lubiłam :)
      A skakanie w gumę? Uwielbiałam!! I wiesz, wpadłyśmy na pomysł z przyjaciółką, że nauczymy nasze dziewczynki w nią skakać, może znowu nastanie era skakania w gumę :)

      Usuń
    2. teraz nawet takie specjalne kolorowe gumy robią, nie trzeba z majtek wyciągać :)

      a wf nie lubią bo zwykle jest beznadziejnie prowadzony. U nas w liceum jak babka wpadła na pomysł, zęby nam pozwolić grac np w piłę nożną oraz robiła nam aerobik - albo sama, albo puszczając robiącego wówczas kairerę Yanklovica - nazwisko moze niezbyt dobrze do końca pamiętam, ale z grubsza się zgadza (czy ktoś go jeszcze pamięta?:)) - to nastąpił przełom i zwolnienie utrzymywała już tylko taka jedna pozerka, która czytała na wfie Biblię :) :) jeszcze dizs sie zastanawiamy co nam chciała tym zademonstrować :)

      Usuń
    3. aLusia ale mówisz o gumach z pasmanterii, nie z apteki? ;PPP
      i Ty kochana uważaj, co Ty piszesz, bo zaraz ktoś się doliczy ile Ty tak naprawdę masz lat :))

      Usuń
    4. aLusia, masz racje. W podstawowce nasz w-f byl jak polaczenie domu poprawczego z wojskiem. W LO fajna babka to i w-f od razu zrobil sie fajny. Chociaz byl taki rok, to bylo strasze, byl na tak zwanej godzinie zerowej, to chyba byla 7 rano. Zima bylo ciemno i te pierwsze pol godziny bylo jak porod bez znieczulenia. ;)

      Mamma, moja mama moim kupila gume do skakania. Troche poskakaly, pokazalam im 10-tki, ale w zachwyt niestety nie wpadly.

      Usuń
    5. mówisz, że nie guma nie ma już tej uzależniającej mocy co kiedyś??
      buuu...

      Usuń
    6. jak to możliwe??? toż się skakało na każdej prawie przerwie!!

      Mamma, dzieki za ostrzezenie, rozważam skasowanie tego wpisu w obawie przed dekonspiracją :) :)

      a znacie tego Yanklovica, Janklowica, czy jak mu tam było?

      Usuń
    7. ten gosc od fitnessu ?
      O niego chodzi??

      Usuń
    8. do wf nas zachęcił i przekonał :)

      Usuń
    9. widać, że jesteście dużo starsze ode mnie, bo ja go nie znam :PPPPP

      Usuń
    10. Tos podpadła Mijeczko !!!

      Usuń
    11. w moim przypadku mówić "dużo" to spore naduzycie. I podpadziocha na maksa :)

      po prostu miałaś beznadziejną wuefistkę :)

      Usuń
    12. No w moim to moze i nie :)))
      Ale focha se moge szczelic bo inaczej sie zamkne w sobie :pp

      Usuń
    13. Margo, czytałam ostatnio, że TRZEBA uzewnętrzniać emocje, bo inaczej na zdrowiu podupadniemy!
      zatem fochaj się kochana do woli, a nawet do poniedziałku ;)

      Usuń
    14. Senkju kochana,nie bede sobie załować:)))

      Usuń
    15. żeby Ci tylko na urodę nie zaszkodziło.... bo podobno złośc piękności szkodzi :)

      Usuń
  7. Mia, no w końcu:). Gratuluję Tobie jaka jesteś i Dzieci za to jakie są. Fakt, to wielkie szczęście być dumnym rodzicem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale co w końcu?? czyżbyś się stęskniła? ;)
      i dziękuję za gratulacje, podpisuję się pod tym co napisałaś :)

      Usuń
    2. Jak nie piszesz to mi się ckni za Tobą. A w końcu, no to żeś w końcu odważyła się pochwalić!!! Więc po raz kolejny: NO W KOŃCU.
      całus

      Usuń
  8. No ja też dumny z Ciebie jestem i z dzieciaków, ale kolor szlaku, to nic wspólnego z trudnością nie ma. Tak se pokolorowali coby się nie myliły tylko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiedziałam, że kto jak kto, ale Ty to mnie na pewno pochwalisz :)
      co do koloru szlaku, wiesz, że ja dopiero niedawno do tego doszłam... jak na żółtym zdychałam ze zmęczenia, a na czarnym szłam prawie jak na pielgrzymkę do Częstochowy - w podskokach i z pieśnią na ustach ;))

      Usuń
    2. a dokładnie z którą pieśnią? :)

      Usuń
    3. ha!!! odpowiadasz wymijająco!!! nie znasz ani jednej!!! :)

      Usuń
    4. aLusia :))))
      Pewnie z Barka:pp

      Usuń
    5. eee, nie zna, mówię Ci :)

      Usuń
    6. Myslisz aLusiu :)))
      Hmmm ale Apel Jasnogorski ta na bank odspiewała :)

      Usuń
    7. Jezus o poranku :)))))))

      Usuń
    8. nie żartuj! ja nie umiem, a co dopiero ona :) :)

      Usuń
    9. a ile ma lat? 39, 48 czy 40??? ;))))))

      Usuń
    10. aaaa ona! Ta dużo młodsza od Ciebie :)))

      Usuń
    11. doigrasz się, maupo!!!!

      Usuń
    12. Mozemy pośpiewać;) tylko z aLusia ugadaj

      Usuń
  9. Dobrze prawisz. U nas co prawda mniej zaawansowany level ale zwolnienia z wf spod moich rąk to nie wychodzą. Oczywiście co niektórzy to mi się tu burzyli, że matka zła i uparta jak oślica. Ogólnie dzieciaki teraz mniej się ruszają i sprawność zerowa to jeszcze i to im odebrać?!
    Gratuluję zdolnych potomków. Po rodzicach oczywiście :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. otóż to! często wuef dla niektórych z nich jest jedyną formą aktywności ruchowej! Celowe zwalnianie ich z tych zajęć uważam za skrajnie nieodpowiedzialne i krzywdzące!!
      A potomki takie fajne, bo miks genów jakieśmy im przekazali tak szałowy ;)

      Usuń
  10. U mnie wieczna kłótnia o zwolnienie z wf-u. Bo niestety zwolnienie ma i lekarze bezlitośni są i dają co roku! A ona i tak jeździ konno i biega jak nie widzę:) I odgraża się co tu jeszcze będzie robić...
    No i gratulacje dzielna matko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sollet, jeśli takie jest zalecenie lekarza to przecież oczywiste, że jak mus to mus...
      I patrz jak to jest... dzieci, które mogą uprawiać sporty nie chcą, a te które naprawdę nie mogą, bo mają jakieś schorzenia, chcą....

      Usuń
  11. widzę duzo otyłych dzieci w warszawie, stwierdzam to z przerazeniem!
    sama mam chudziaki zgrabne raczej

    a pękanie z dumy jest obowionskowe!!
    sama pękam od twoich dziecków sukcesów!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje też chudziaki, po mamie ;)
      choć mój mąż naprawdę w porównaniu z tym jak wyglądał jakieś 6-7 lat temu też chudzielec... kiedyś ważył 93 kilo, teraz pewnie około 85 - jak na niego (grubokościstego) to naprawdę fajna waga. No i brzucha nie ma!!! :)
      a za pękanie z dumy dziękuję ciociu Rybeńko ;)

      Usuń
    2. czyli wziął się za siebie parę lat temu?

      Usuń
    3. Potwierdzam brzucha nie ma :))))

      Usuń
    4. Margo, Tyś se go dokładnie obejrzała, widzę :))))

      Usuń
  12. Dobrze zes dumna, bo ja jestem z Ciebie dzielna:))))))))
    Gratulacje dla calej rodzinki :********

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja dzielność mnie wzrusza Star :)
      dzienkujem :***

      Usuń
  13. taaaa.
    ta.
    dobrze gadasz a post był o czym?

    OdpowiedzUsuń
  14. kurczaki!!!!! to chyba ten: http://www.bodiesinmotionwithgilad.com/about_gilad.htm
    kojarzycie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, że nie kojarzę, za młoda jestem ;P

      Usuń
    2. nie, po prostu nieoblatana!!! wasza wuefistka się nie starała nic a nic!!!

      Usuń
    3. prawdy nie oszukasz, aLusia ;)

      Usuń
    4. eeee, jak to mówią - prawda jest jak dooopa, każdy ma własną :)

      Usuń
  15. jestem z ciebie baaardzo dumna! z twojej rodzinki jestem dumna:***
    widzicie jakom ma fajnom kloleżankie??? :)))
    p.s. popacz,u nas na grillu żrom ślonskom, naprawdę! :Dm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakom mam fajnom koleżankę-miało być :P

      Usuń
    2. eee, u nas śląska to taka zwyczajna ;)))
      a koleżankę masz fajnom, a juści ;))

      Usuń
    3. eee no ślaska to juz przyzwoity wuszt :)))

      Usuń
  16. A ja pękam z dumy,że znam, czytuję i mogę komentować!~serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
  17. Dobra.. Ale przez pustynie w ponad 40 stopniowym upale z mała butelka wody to chyba nie? He?
    Mekeke.. Czy jak tam 😎

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak to nie??
      nazwa bloga zobowiązuje :)

      Usuń
  18. Mia, znalazłam coś dla Ciebie
    http://www.barbra-belt.pl/borelioza-przezylam-przeczytaj-moze-tez-pomozesz-komus-przezyc/
    buźka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, cokolwiek to jest...
      bo pokazuje mi Bandwidth Limit Exceeded

      Usuń
  19. Skąd ja to znam?! Moi znajomi i rodzina też pykali aię po głowie kiedy moja 2,5 letnia córcia "zdobywała" swój pierwszy trzytysięcznik! :) teraz ma w górach lepszą kondycję niż ja ;)
    Gratuluję podejścia!

    OdpowiedzUsuń