czwartek, 12 grudnia 2013

Ciemny las, tomahawki i dzikie wiewiórki

Macie czasami tak, że wspominając jakiś epizod ze swojej przeszłości, myślicie sobie: ”jesoo, ale byłam/łem goopia/nierozsądna/nieodpowiedzilna/jeszcze raz goopia”?

Bo ja mam. I to całkiem niemało. Spora część tych wspomnień przypada, całkiem tendencyjnie, na okres studiów.

Równie spora część obejmuje okres trzech miesięcy spędzonych za oceanem, roku pańskiego 1997, kiedy to mamula i tatulo rzekli do mnie, ich drugorodnej: „masz tu dziecko zielone i jedź do tej Ameryki, zobacz sobie kawałek pięknego świata, gdzie co drugi Murzyn, a co trzeci Azjata.”

No to spakowałam tobołek ze stelażem, nabrałam majtek na zmianę i pojechałam.


Ale żeby nie było, że mamula i tatulo to jakieś krezusy, w dodatku hojne, to robić tam do tej Ameryki pojechałam. Harować jak wołowina pojechałam na północ od Niujorku, na zachód od Katowic. Do ciemnych lasów Wurtsboro.


I właśnie jedno ze zdarzeń, które pragnę przytoczyć, wiąże się bezpośrednio z takim właśnie ciemnym, gęstym lasem, gdzie przyczajone drapieżniki namierzają swą przyszłą ofiarę z odległości kilkunastu kilometrów, okrążają bezszelestnie i atakują znienacka. 
I niechby taka wiewiórka, czy skunks nawet, uśmierciła za jednym zamachem. Niechby rozczłonkowała od razu, bez bólu, bez drgawek przedśmiertnych. Ale gdzie tam! To jakieś zwierzęta dosłownie są te wiewiórki i te skunksy. Gmerają takie we wnętrznościach nie całkiem jeszcze nieżywej ofiary, wciągają jelito cienkie jak jakieś pieprzone spaghetti i jeszcze se przy tym pierdną solidnie!!!! A człowiek jak ten goopi, gdy był pacholęciem, do parku biegł co niedzielę, mało w latarnie nie przypie*dolił, i orzeszki futrzakom podrzucał, z łupinek obierał...



Jeszcze raz, zanim temat rozwinę, zaznaczyć pragnę, że ja wtedy to młoda byłam. Niedorozwinięta zupełnie jeszcze. Młode obecne to wtedy jeszcze nawet zygotą nie były, a Mężaty miał mi się skumulować dopiero za jakieś trzy wiosny (bo Wy nie wiecie, ale ja jego to na loterii wygrałam i to przy potrójnej kumulacji i rozłożyli mi go na raty, tylko jeszcze nie wiem na ile lat :)


No więc bywało tak w tych lasach Wurtsboro, że czasami tania siła robocza zza oceanu, znaczy się my Polacy i Węgrzy i Czesi i nawet Rosjanie, wolne miała. Od zlewozmywaka, od mopa, od smashed potatoes, od tunna i peant butter....

I tak oto któregoś pięknego dnia (bo lato było piękne tego roku) ku chwale naszej ciężkiej pracy, ku uczczeniu naszych niezłomnych charakterów, ekstremalnych sił witalnych i niewymuszonego uśmiechu skierowanego do Brend i Brandonów, kilku miejscowych chłopaków zaprosiło nas, cudzoziemki, na imprezę. Jak się później okazało … do lasu ciemnego. Jeszcze ciemniejszego, bo bez elektryczności!!! 
 

A droga doń wiodła długa i czarna i wyboista. I wyboista i czarna i długa... o żesz!

Pięciu chłopa, w tym jeden z tomahawkiem i pióropuszem, bo to jakieś Indycze Podgardle czy Borsucze Płaskostopie było, dwóch w kowbojskich ostrogach, a dwóch to już nie pamiętam, bo ciemno było. I wiozą nas takie trzy goopie na tej naczepie, i telepiom się te łby puste i w tych łbach myśli czarniejsze niż lasy Wurtsboro: „zgwałcą, zabiją, oskalpują...”. Albo na odwrót...
Przy trzysta pięćdziesiątej wertepie, stajemy. 
Wysiadamy. 
Ogień. Piwo. Zioło. 
Ha ha ha hi hi hi - dobra mina do złej gry. 
Czas spier*alać. 
Z jednej strony czerń najczarniejsza wokoło i wizja wściekłych wiewiórek. Z drugiej strony Bawole Jądro, czy jak mu tam, marycha i chjwieco jeszcze.

Po polsku podejmujemy decyzję. Chwytamy się za ręce. Biegniemy ile sił w nogach, przed siebie, w kierunku z którego przyjechaliśmy. 
Biegniemy nie bacząc na wiewiórki, dziki, rysie, a nawet niedźwiedzie! Jak nam się napatoczą, za kudły je, za ogony, za kły, za penisy. Adrenalina to najlepszy narkotyk! 
Nie poddamy się tak łatwo. Nie umrzemy na obczyźnie!


O dziwo dzikie nam schodzą z drogi, widać boją się jeszcze bardziej dzikiego. 
A my już słyszymy szum samochodów, dźwięki klaksonów, muzykę z pobliskiej knajpy. Wizja jasnego, bez tomahawków, bez wiewiórek, bez igieł i strzykawek dodaje nam skrzydeł! Fruniemy, ku*wa, frrrruuuuuniemy! 
Wpadamy do knajpy zalane szczęścia łzami, padamy sobie w ramiona, niezapłodnione, żywe, z włosami. 
Jakbyśmy miały to byśmy dary w podzięce złożyły. Barmanowi na przykład.
Ale nie mamy, więc barman nam daje po piwku :)

48 komentarzy:

  1. .... a za wami pieciu chlopa, w tym jeden z tomahawkiem...wpadajom do knajpy i drom sie...berek
    Kochana, cieszem sie ze w tem ciemnym lesie krzywda Wam sie nie stala, bo kto wie ...50% szans na przezycie to duzo, ale 50 na krzywde to tez duzo. al oni naprawde zagrozenie stwarzali? czy Wam sie pod wplywem ziola wyimaginowalo najgorsze?
    fakt czlowiek mlody...ech

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :::::::::)))))))))))))
      wiesz Lamia, ja tam nie wiem czy oni jakieś niecne zamiary wobec nas mieli ale uznałyśmy, że nie będziemy czekać aby się przekonać :)
      nie pamiętam tylko co było później, tzn. kiedy zobaczyliśmy się po raz kolejny, bo przecież musieli mieć niezłe miny kiedy nagle się okazało, żeśmy przepadły :D

      Usuń
    2. wyszlyscie po angielsku:P
      ale oni pewnie nie wiedzom i tak co to znaczy

      Usuń
    3. he he... ale już nam więcej imprez nie proponowali więc chyba zrozumieli :)

      Usuń
  2. My kiedyś w Vancouver przez czteropasmówkę biegłyśmy, jak te gupie. Pan Police podjeżdża, zatrzymywa nas, a my palimy frana po polsku.
    - O, panie z Polski- dziwi się Pan Police języku jak najbardziej naszym- nieładnie tak staremu krajowi obciach robić, udając, że się języka nie zna.
    Mandatu nie było, ale też nigdy już nie przebiegałyśmy trasy w tym miejscu ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dreamu, to tam pasów nie było??? :::)))

      Usuń
  3. no popatrz a ja se myślałam stara doopa ze tylko ja taka gupia byłam za młodu,
    j

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pewno som nas już dwie, a z dreamu to nawet trzy ;)

      Usuń
  4. Na zachód od Katowic. :D

    Myślałam po tytule, że męża za kare do lasu wysłałaś. Z tomahawkiem. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aLucha :)))))
      Mamma pisz tytuly, reszte sobie dopowiemy :D

      Usuń
    2. O właśnie! Może Mamma zrobi konkurs na interpretację tytułu? :P

      Usuń
    3. ten tytuł na zachód od Katowic brzmi bardzo westernowo ::)))
      he he, konkurs mówicie??

      Usuń
    4. Dawaj konkursa i ja go wygram! :PPP

      Usuń
    5. spoko Alucha, przez weekend pomyślem :)

      Usuń
  5. w sumie to przerażające przeżycie! Do ciemnego lasu ... z obcymi chopami... ehhhhhh Mia! :*****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emko, nie powiem, miałam gacie pełne strachu - po pierwsze bałam się tych panów, po drugie bałam się, czy wydostaniemy się z tego ciemnego lasu, czy może skończymy jak w "Blair Witch Project" :)

      Usuń
    2. się nie dziwię! ja bym chyba umarła ze strachu!

      Usuń
  6. Kurde jaka historyja!!!!

    Ja już nigdy nie dam zadnej strasznej wiewiórce orzeszka!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. absolutnie Rybenko nie dawaj, one tyko udajom takie potulne i takie milusie :)

      Usuń
    2. i teraz wszystkie wiewiórki z Łazienek wpadną do miasta Mii .... ja Wam to mówię! Dopiero pokażą co potrafią :))))))

      Usuń
    3. śmiej się Emko, śmiej.... ja tam wolę mieć procę pod ręką ;)

      Usuń
  7. Podziwiam, że jednak żeście na koniec zmądrzały! :))))
    Ale szczęścia to było więcej, niż rozumu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mhm... okazuje się Iw, że w obliczu zagrożenia czasami można zmądrzeć :). Choć czy ja wiem?? Dwa miesiące później wybrałam się do Juarez w Meksyku, o czym pisałam tutaj:
      http://portia34.blogspot.com/2013/04/miasto-smierci.html

      Usuń
    2. to tam, gdzie kobiety masowo ginęły?
      no, nie powiem, Mamma - lubisz ryzyko.

      Usuń
    3. dokładnie tam Ruda :)
      z tym lubieniem to chyba jednak lekka przesada... ja po prostu czasami wpierw robię, potem myślę :::))))

      Usuń
  8. no niezła historia!

    ale wiesz co - już robi wrażenie, a za parę lat, to Młoda będzie dumna, że ma taką odważną, dzielną mamę :)
    Bo opowiesz jej o tym, nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie opowiem, ale jednak obawiam się o tę ich interpretację... może odważna, a może jedna goopia :)

      Usuń
  9. Kochana, tosz ja f tem samem roku na ten sam kontynet polecialam! I lat tyle samo miauam (bo widzem metrykem na lewo ;) ! i guofie rownie poosto.

    Pienknie to opisauas. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no coś Ty!!!?? i żeśmy się nie spotkauy???
      ja w Waszyngtonie na dworcu autobusowym spotkałam chłopaka z mojego miasta!!!!

      Usuń
    2. musiauysmy siem wtym lesie rozminonc. ;)

      Usuń
  10. historia jak z jakiegoś horroru.
    i bardzo spodobała mi siem konkluzja: Czas spier*alać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. he he... co było robić, Ruda?? doopy nadstawiać? :D

      Usuń
  11. dobrze się skończyło, na szczęście
    ale też jest co wspominać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech... i nawet te straszne tak się jakoś z rozrzewnieniem wspomina :)

      Usuń
  12. no to faktycznie młoda byłaś, gupia byłaś :)) chyba wielu z nas ma podobne przeżycia, bo młodemu się wydaje, że mu się wszystko uda. spoko, luzik :) dobrze, że się wyrwałaś, bo normalnie horror by był, jak na hamerykańskim filmie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "byłaś" .... prawidłowa forma, Polly :D
      teraz jako stateczna Pani, matka dwojga dzieci, żona Mężatego, tylko czasami bywam :)

      Usuń
  13. Prawie identyczna przygode mialam nad polskim Baltykiem, jakies 40 lat temu. Wakacji nam sie zachcialo z kolezanka, a potem uleglysmu urokowi dwoch takich, co to wlasnie nas wywiezli nie do lasu, ale i tak w nieznanym kierunku. Noc czarna wokolo a my z buta, jak sie pozniej okazalo cos ok. 25 km zrobilysmy. Do dzis jak o tym mysle, to mam gesia skore nie tylko na dupie ale i na watrobie. Cale szczescie, ze nie mam corki, bo jak by tak po matce ten nieszczesny gen goopoty odziedziczyla to pewnie chodzilabym po scianach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja niestety posiadam córkę w ilości sztuk 1... póki co... odpukać ;)

      Usuń
    2. Idz do cholery Mia, dzieki tej Twojej notce nie moge sie pozbyc tamtego wspomnienia. Kurde jaki czlowiek byl naprawde glupi. Spotkalam sie z Malgoska (ta kolezanka) piec lat temu w Polsce i obie doszlysmy do wniosku, ze nie wyszlybysmy z tego epizodu z zyciem gdyby nie nasza wspolparaca i wsparcie bez slow. W tym przypadku nie bylo zadnych watpliwosci czego sie ci dwaj spodziewali. Na nasze szczescie nie chcieli chyba robic balaganu morderstwem.

      Usuń
    3. wiesz w moim przypadku to był strach przed tymi narkotykami i przed tym do czego oni po nich będą zdolni.... ale w sumie to nie wiem, może faktycznie chcieli tylko posiedzieć przy ognisku i pojarać trawę, a ja - jak to zwykle ja - spanikowałam
      a Ci Twoi to Wam tak w twarz powiedzieli, że będą gwałcić?? :)
      a teraz już se idem to tej cholery ...:)

      Usuń
    4. Nie nie powiedzieli w twarz, oni wprowadzali to w czyn,, co bylo jeszcze gorsze. Nie przewidzieli, ze im sie nie uda. Pamietam jak zebami odarlam skore z jezora temu mojemu napastnikowi. To byl moment kiedy otworzyl drzwi i wkurwiony powiedzial "prosze bardzo mozecie isc tylko nie wiecie co was czeka za drzwiami". A my z Malgoska natychmiast w dluga i ciemna noc, bez chwili wahania czy zastanowienia. Pamietam jak szlam na kurwa jakichs francowatych koturnach i juz nie moglam dluzej isc i blagalam ja zeby pozwolila mi usiasc choc na moment. Na szczescie nie pozwolila, pozniej ona miala moment kiedy chciala odpoczac ale znow ja sie nie zgodzilam. W sumie to tak wlasnie dzialalo, ze jak sie jedna podlamywala to druga natychmiast motywowala. Do konca zycia nie zapomne tamtego doswiadczenia. I czesto sama sie dziwie, ze zyje. Pamietam tez jak po sniadaniu Malgoska powiedziala "jak mi kiedys jakis chuj powie "kurwo" to go wlasnymi zebami zagryze".

      Usuń
    5. brrr....przerażające!!! cieszę się, że dałyście radę!
      a pomyśleć ilu kobietom się nie udało ...

      Usuń
  14. Pewnie, że zrobiłam! Byłam pieprznięta, durna jak pudełko po butach i sancta simplicitas do sześcianu. Dziś chciałabym wykasować to wydarzenie z pamięci na amen.
    Wyszłam za mąż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja bym też jedno, na szczęście nie zamążpójście, ale jednak stracone 3 i pół roku, chętnie wykasowała...
      choć może jednak nie, bo dzięki niemu mam Mężatego :D

      Usuń
  15. Weź Ty wydaj jakiego Kinga, Mammo to i zarobisz i ludzie się "poboją"... ;)

    Jelito cienkie jak spaghetti... O MAMMA "MIJA"! Co za kunszt, normalnie aż mi się te jelita wyprostowały ha ha ha ha ha...


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. he he... mój gatunek to raczej tragikomedia Amisho :)

      Usuń