czwartek, 12 lutego 2015

Życie to nie jest, kurwa, bajka...

Czasami okazuje się, że życie nie jest made in Paramount Pictures. Niestety życie czasami wali w łeb jak obuchem, aż w uszach dźwięczy!

Spokojnie. Mnie osobiście nie spotkało nic złego. Ale wokoło dzieje się zbyt wiele, zbyt złych rzeczy. Rzeczy, które potwierdzają pewną odwieczną maksymę: że życie to nie jest, kurwa, bajka!

Młody człowiek, fajny chłopak, bardzo bliski krewny. Nazwijmy go Szymon.
Szymon w szkole miał same piątki, a rodzice - i słusznie -  puchnęli z dumy, kiedy słyszeli: "inteligentne, zdolne dziecko! Daleko zajdzie". Los zdawał się być wyjątkowo łaskawy - okazało się bowiem, że nie dość, że zdolny uczeń, to jeszcze świetny piłkarz. Wróżono mu karierę co najmniej w pierwszej lidze. Rodzice inwestowali, zaspakajali potrzeby.

Rok 2007. Robimy remont. Jestem w zaawansowanej ciąży, dlatego, choć chcę, nie bardzo mogę wesprzeć męża. Ten wpada na genialny w swej prostocie pomysł. Proponuje piętnastoletniemu chrześniakowi, by sobie przyrobił do kieszonkowego. Do wakacji, do nowych korków, do czegokolwiek. Do dziś słowa jego ojca, dźwięczą mi w głowie: "dopóki ja zarabiam, moje dziecko nie będzie pracować".
Szymon poznał dziewczynę. Zakochał się, zaczął jeździć na randki. Normalne, prawda? Wsiadasz w autobus, kasujesz bilet, wysiadasz, chwytasz pannę w ramiona. Taaa.... Nie w przypadku mistrza piłki nożnej, drugiego Messiego. Messiego to na randki wozi mama, tata, lub dziadek. I przywozi też - ale to chyba oczywiste, więc nie wiem po co w ogóle o tym wspominam! Aaa... Dziadek wozi jeszcze na treningi. A mama codziennie 50 km do szkoły. 
Po jakimś czasie mamę męczą codzienne dojazdy. Tak więc w wieku szesnastu lat Szymon, wraz z trzema innymi kolegami, zamieszkuje w wynajętym przez rodziców mieszkaniu, mieszczącym się z dala od domu. Od rodziców. Od nadzoru. Od obowiązków.
Zaślepieni wizją światowej kariery syna rodzice/wnuka dziadkowie nie dostrzegają, że każda porażka, każda słabsza forma, każde bycie gorszym niż kolega z drużyny powoduje u Szymona, a to ból pleców, a to ból kolana, a to słabość mięśni. Nabierająca rozpędu kariera, którą być może przyspieszy zaproszenie na selekcję do Anglii, umiera szybciej niż wiara w poczytalność Maciarewicza.

Co dziś robi Szymon?
Mieszka u rodziców, których okrada.
Babcię też okrada.
Robi się agresywny.
Sprawia, że matka, która go woziła na randki, zamyka się w pokoju na klucz.
Sprawia, że ojciec, który przywoził z randek, prosi i żąda i grozi. I nic.
Sprawia, że rodzice, którzy brali kredyty, bo zaspokoić jego potrzeby, teraz spłacają kredyty zaciągnięte na amfę, kokę, chujwieco...

Był odwyk. Zakończony po miesiącu na własne żądanie. Potem spanie do południa, wychodzenie z domu, powroty, ćpanie, picie... Chwilowe zatrudnienie, które albo tracił, albo rzucał.

A dziś??
Dziś znowu ukradł matce pieniądze. Znowu ćpa. Znowu terroryzuje.
Rodzice nie wiedzą co robić.
Ja wiem.
Ale łatwo powiedzieć...

56 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. no to ja jestem pierwsza Misiaczku,wybacz prosze ale:)))

      Usuń
    2. Mia, normalnie ręce i cycki opadają.
      A rodzice i dziadek to z jakiej planety?
      Zbierają, co zasiali;/

      Usuń
    3. ale, że z jakiej przyczyny?:D

      Usuń
    4. Misia, wierzyć mi się nie chce, że ktoś przez lata wytrwale i w poczuciu czynienia wszystkiego co najlepsze w taki sposób wychowywał dziecko!!!
      A Margo właśnie... z jakiej przyczyny Ty pierwsza?? :)

      Usuń
    5. z bardzo prostej,proszę spojrzeć na godziny wpisów i juz;)
      ja o 8.39,byłam już po przeczytaniu a Miśka,38 dopiero szła czytać i 42 dopiero zrobiła wpis ,hłehłehłe
      :PPPPPP

      Usuń
    6. aaa, to teraz nie kto pierwszy, tylko kto pierwszy i do tego przeczytany?? :)
      Miśka widzisz?? ;))

      Usuń
    7. ja tez mysle ze bez czytania sie nie liczy

      Usuń
    8. alez o podstępnej godzinie ten wpis zrobiłaś!! co Ci odbiło tak wcześnie??

      Usuń
    9. aaa, bo wstałam o 5:45 :))

      Usuń
  2. Tak,życie potrafi zaskoczyć i to nieźle czasami.....

    Pamiętam jak pisałaś o tym krewnym wcześniej ale myślałam,że sytuacja jest na lepszej drodze....ciężko wyjść z nałogu:(

    Mimo wszystko dobrego dnia:) u mnie słoneczko,wreszcie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo ciężko wyjść z nałogu, ale...
      ale żeby chociaż chciał
      a i rodzice odgrywają tu niebagatelną rolę - muszą go pozbawić wszelkich przywilejów i wygód!!! Kradniesz, ćpasz, awanturujesz się - WYPAD!!! Może wtedy zrozumie, że albo stoczy się na dno, z którego nie będzie powrotu, albo podejmie wyzwanie i pójdzie się leczyć!!

      Usuń
  3. Nie warto ściągać z nieba gwiazd... Młody organizm nie wie co to "być wdzięcznym", za dobroć, za opatrzność, za starania. Niestety, na wszystko sobie zapracowujemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thunder, fakt, to owoc "ciężkiej" pracy jego rodziców. Tylko co teraz z tym zrobić???

      Usuń
    2. Na stanowczość już za późno. Właściwie, czegokolwiek by teraz nie zrobili... i tak będą bardzo cierpieć.

      Usuń
    3. To jest nieuniknione! Ale właśnie chyba ta stanowczość może jeszcze dać jakieś światełko w tunelu!
      Tak jak pisałam wyżej - kradniesz, ćpasz, awanturujesz się - WYPAD!!! Może wtedy zrozumie, że albo stoczy się na dno, z którego nie będzie powrotu, albo podejmie wyzwanie i pójdzie się leczyć!!

      Usuń
    4. tego własnie lwia większość rodziców nie potrafi zrobić...

      Usuń
    5. to na pewno jest BARDZO TRUDNE, bo zawsze istnieje ryzyko, że dziecko stoczy się jeszcze bardziej a wtedy co?? a wtedy samobiczowanie się do końca życia...
      ale jeśli tego nie zrobią NIC się nie zmieni i za to też powinni się biczować!!

      Usuń
  4. Kolejny smutny przykład na to, jak rodzice generują dramaty dziecka i swoje...
    Ja też pamiętam tę historię i miałam nadzieję na szczęśliwy finał. Ale może jeszcze nie jest za późno na działanie? Tylko czy rodzice się odważą? Przydałaby się solidna terapia dla całej rodziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olgo, nic się nie zmieniło... Była terapia, przerwana, bo nie czuł potrzeby by ją kontynuować.
      Wiesz, straszne jest to, na co jego rodzice przymykają oczy. Ostatnio mi opowiadał jak się kradnie rzeczy z sieciówek. A jego rodzice tego słuchali...

      Usuń
    2. i jeszcze śmiali się, jakby dowcipy opowiadał?

      Usuń
    3. śmiać się nie śmiali, wyglądali na skrępowanych...
      ja nie wytrzymałam...

      Usuń
  5. Szymon nie jest pierwszym i ostatnim dzieckiem, którego dorośli skazują na sukces, eliminując po drodze wszystkie przeszkody. Żal chłopaka. Potrzebuje pomocy w zamkniętym osrodku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tyle, że ma 22 lata i decyduje sam o sobie :(

      Usuń
  6. ojej straszna historia...nie mnie oceniać ale poniekąd jest to też wina rodziców niestety!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trudno patrzeć jak rodzice się miotają a jednak ciągle popełniają te same błędy...
      a ja nie czuję się upoważniona by im je wytykać, mówiąc jak powinni postępować...
      jednak patrząc na to co się dzieje, trudno pozostać obojętnym

      Usuń
  7. załamka...
    a błędy wychowawcze wydają siętakie oczywiste...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ciągle powielane!!!!
      np. stawiają mu od jakiegoś czasu ultimatum, że albo idzie na odwyk, albo wylotka z domu i ...
      i Szymon cały czas z nimi mieszka!!

      Usuń
    2. nie umieja poszukac gdzies pomocy???

      Usuń
    3. tam raczej nie ma woli ze strony tego, który powinien być najbardziej zainteresowany...
      w takich przypadkach chyba pozostaje terapia szokowa
      ojciec Szymona staczał się po równi pochyłej dopóty, dopóki jego żona nie spakowała walizek i nie postawiła wszystkiego na jedną kartę: albo odwyk, albo rozwód!! poskutkowało, nie pije od 20 lat!!!

      Usuń
    4. to tym bardziej powinni wiedzieć, jak zadziałąć skutecznie!!

      Usuń
    5. tu trzeba radykalnych środków, o jakich pisałam pod komentarzem Margo
      bo doświadczenie ojca póki co nie robi na Szymonie wrażenia

      Usuń
    6. a jednak po trosze ich rozumiem...jeśli wystawią go za drzwi,to boją się tragedii,za którą będą się obwiniać do końca życia,wciąż mają nadzieję na opamiętanie...ale sami nic tu ni zwojują,niestety

      Usuń
    7. tu jest jeszcze jeden problem - jego mama ma skłonności do obwiniania się o wszystko... :(

      Usuń
  8. Straszny przypadek,po prostu straszny:(
    Moi chłopacy nie są ideałami,ale znają ciężką pracę,a uważam,że każdy powinien wcześnie przynajmniej poznać pracę i odpowiedzialność za siebie.Znam w rodzinie przypadki,że nie pozwalano synom iść dorobić u u sąsiada bo to wstyd,żeby syn gospodarza pracował dla innego,zacofanie do kwadratu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu... ten przypadek jest beznadziejny!!!!
      Ja jako nastolatka też, mimo, że nigdy nam jako tako pieniędzy nie brakowało, zarabiałam - roznosiłam ulotki, pracowałam jako ankieterka, sprzedawałam butelki do skupu. Zawsze to była radocha mieć swój pieniądz. W przypadku rodziny Szymona było tak jak piszesz - zarabiające dziecko było równoznaczne z tym, że w rodzinie nie ma pieniędzy, że jest się gorszym od sąsiada... Szymon nie był wychowany w kulcie pracy, dostawał zawsze to co chciał nie wkładając w to najmniejszego wysiłku

      Usuń
  9. Metoda jest jedna, choc bardzo bolesna dla wszystkich zainteresowanych, budzaca ogromne wyrzuty sumienia. Trzeba Szymonowi pokazac drzwi z drugiej strony, po prostu wyrzucic na ulice i w najmniejszym stopniu NIE POMAGAC. Byc moze sie otrzasnie z letargu, kiedy osiagnie dno. Wszelka pomoc tylko go bardziej demoralizuje i tworzy okazje do okradania rodziny. Ale co ja tam wiem, tak sobie teoretyzuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pantero, trudno się z Tobą nie zgodzić. Kiedy wszelkie inne metody zawiodły, kiedy odmawia podjęcia leczenia, kiedy okrada swoich najbliższych i jest wobec nich agresywny, nie pozostaje nic innego jak wymiana zamków!! Z drugiej strony zastanawiam się, czy ja, jako matka, byłabym w stanie to zrobić i wytrwać w tym postanowieniu...

      Usuń
    2. Dopoki do jego rodziny nie dotrze, ze pomagajac wyrzadzaja mu wieksza krzywde (a jednoczesnie sobie), dopoki matka nie schowa wyrzutow sumienia w kieszen i nie podejmie skrajnej asertywnosci, nie ma szans na cokolwiek. To podobnie jak w przypadku ciezko chorujacego psa, gdzie jedynym wyrazem bezgranicznej do niego milosci, jest pozwolic mu godnie odejsc, zeby nie cierpial dluzej. Decyzja jedna i druga godzi w nas samych, moze nawet bardziej niz w istote zainteresowana, ale wlasnie w taki sposob mozna okazac wieksza milosc niz utrzymujac uporczywie psa przy zyciu, czy pomagajac bez konca synowi narkomanowi.

      Usuń
    3. ja rozumiem, że dla nich to trudna decyzja, być może najtrudniejsza w ich życiu, ale obawiam się, że skłonność matki Szymona do obwiniania się o każde zło tego świata, nie ułatwia jej podjęcia
      brak konsekwencji w przypadku jego rodziców pokazał jakie mogą był opłakane skutki
      naprawdę im współczuję, ale nie mogę również powstrzymać się, by nie chcieć nimi potrząsnąć!!

      Usuń
  10. mnie trudno cos skomentowac
    ale to nie jest pierwszy przypadek takiej niewdziecznosci jaki widze
    wychuchany wydmuchany dzieciak (plec nie gra roli) w pewnym momencie tak Cie nienawidzi, ze niewiadomo dlaczego zaslugujesz na takie traktowanie, czy bylas za bardzo? czy niewystarczajaco?
    czy sie cieszyc ze nie skonczyli tak jak to malzenstwo z Rakowisk
    ale co to za zycie w ciaglym strachu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to życie w ciągłym strachu z pewnością skróci ich życie...
      szukanie przyczyn obecnego stanu to nie wszystko, tutaj trzeba wyciągnąć konsekwencje i w końcu być stanowczym, konsekwentnym i zdesperowanym...
      a tego ciągle brak!

      Usuń
  11. Nie zawsze takie działania przynoszą tego typu skutek. Musiały złożyć się na to różne niekorzystne okoliczności. I bądź tu terraz mądry. Najlepiej (chyba) zrobi mu teraz terapia wstrząsowa. Nie ma innej rady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście masz rację... w ich przypadku jednak najwidoczniej coś nie zadziałało na linii dziecko-rodzic...
      i ta terapia wstrząsowa to moim zdaniem byłoby jedyne wyjście, ale...
      ale czy rodzicom wystarczy sił i konsekwencji??

      Usuń
  12. Wstrząsające....myślę, że jak sam nie będzie chciał z tym skończyć to inni niestety mało mogą, czasem wypad z domu nie przynosi efektu, młody chce postawić na swoim, chwilowo takie życie mu odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. coś jednak zrobić trzeba
      bierność w tym wypadku to chyba jedna z najgorszych dróg!!

      Usuń
  13. Mamma - mnie czeka we wt. nieprzyjemna rozmowa z rodzicami, których dziecko ma przyzwolenie na wszystko (z biciem i ubliżaniem innym dzieciom włącznie) i we wszystkim jest wyręczane (np. mama wciąż wiąże mu buty). czasami pocieszam się, że ja jeszcze 1,5 roku się przemęczę, oni natomiast będą ponosić konsekwencje przez całe życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ruda, życzę Ci abyś nie została potraktowana jak agresor!!!
      bo rodzice często nie rozumieją, że to "dobro", które fundują swoim dzieciom, jest niczym innym jak drogą do wielkich problemów w przyszłości...
      a potem często jest już za późno na poprawianie tego, co się przez lata hodowało z wielką gorliwością i przekonaniem o własnej nieomylności

      Usuń
    2. niestety, Mamma, nie mam złudzeń, dobrze wiem, jak zostanę potraktowana.
      ale nigdy nie zgodzę się, aby ktoś mówił o koleżankach z klasy z upośledzeniem "bezmózgi, debile" i reagował śmiechem na ich wypowiedzi. nawet jak ma tatę policjanta.

      Usuń
    3. Ruda, nie zazdroszczę!! Ale dobrze robisz! Przynajmniej będziesz wiedziała, że jako wychowawczyni, zrobiłaś wszystko, co mogłaś. A skoro to dziecko zachowuje się tak jak piszesz, to to najwyraźniej jest poważny problem, którym powinien zainteresować się pedagog szkolny. A i wizyty u psychologa byłyby wskazane!!

      Usuń
  14. OJ Mamma, mam wrazenie, ze coraz wiecej takich historii dookola. :( Corka znajomych naszych przyjaciol, najlepsza uczenica w liceum, jedyne dziecko, sliczna i madra, naprawde tzw. "dobra rodzina", jak wdepnela w to G to dla kasy zaczela sie puszczac, zaszla w ciaze, zostawila to dziecko rodzicom i pognala w swiat. Pewnie zyla gdzies na pograniczu swiatow, wrocila leczyla sie znowu uciekla, teraz niedawno ponownie wrocila. Jej corka jest juz w liceum. Rodzice powiedzieli, ze nie moze sie wprowadzic, bo swemu dziecku, a ich wnuczce juz zbyt czesto zycie wywracala do gory nogami. Poszla na leczenie, wyleczyli jej tez zeby, bo ponoc po amfie wcale ich juz nie miala, mozg ma tak przezarty, ze nie jest w stanie wykonywac zadnego ambitnego zajecia. :(

    Kazda taka historie opowiadam moim dziewczynom, liczac, ze je to przed podobnym bledem zyciowym powstrzyma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lola, okropna historia!!
      Ja jednak ciągle mam nadzieję, że Szymon nie skończy w taki sposób!
      A o szkodliwości narkotyków i alkoholu to tłuczemy dzieciom od dawna. Ale to nie wystarczy. Moim zdaniem oprócz tego trzeba jeszcze zbudować z dzieckiem takie relacje, żeby pozostać autorytetem bez względu na jego wiek.

      Usuń
  15. 0ch....
    szkoda ich wszystkich

    OdpowiedzUsuń
  16. Najstraszniejsze jet to, że taka historia powtarza ię wciąż i wciąż, i jest ich coraz więcej;(

    OdpowiedzUsuń