wtorek, 17 września 2013

Małolaty się bawią....

Cieszy mnie to, że moje dzieci są lubiane przez rówieśników. Młody ma sporo ulubionych kolegów oraz kilka koleżanek, które darzą go sympatią.... Młoda jest mniej towarzyska, aczkolwiek również nie narzeka na brak... 

no właśnie... na brak czego? 
Ano właśnie o tym chcę dzisiaj...
Imprezy urodzinowe! 
Odnoszę nieodparte wrażenie, że nastała plaga dziecięcych imprez urodzinowych.
I to bynajmniej nie w domach małoletnich solenizantów, a gdzie tam! Obecnie w modzie, obok już nieco nudnawych Kinder Klubów (zwanych również Figlorajami, Fikolandiami) są:
- Multikino - seans filmowy połączony ze zwiedzaniem kina, oraz zabawą z animatorem
- Laser House
- pool pary
Wymieniłam tylko te, w których uczestniczył mój syn. 
Ku mojemu przerażeniu, za każdym razem kiedy wraca z takich urodzin, już od progu oznajmia: ja też chcę mieć urodziny w Laser Housie/Multikinie/na basenie - w zależności skąd właśnie wraca ::)). 
Na co ja odpowiadam: spoko, a ile masz w skarbonce, bo nie wiem czy Ci wystarczy :)
Poza tym dochodzi do tego, że liczba osób zapraszających moje dzieci pomału zaczyna uderzać w nasz ekonomiczny byt. Syn ma 4 ulubionych kolegów, do których zawsze chodził na urodziny, a oni przychodzili do niego. U Młodej jest tego mniej. Ale ostatnio nastał czas, że są oni zapraszani przez dzieci, z którymi nie łączy ich jakaś większa zażyłość. I tak oto w pięknym miesiącu wrześniu wyszło, że moje dzieci uczestniczyć będą w sumie w 4 imprezach urodzinowych!!!! Rezultatem są rewanże w styczniu (Młody) i w październiku (Młoda). Summa summarum wychodzi, że na urodziny moich dzieci przyjedzie w sumie ok 15-16 osób!! To koszt około 500zł!!! Dużo za dużo...
Jaka zatem alternatywa? Moje lubiane przez rówieśników dzieci mają zacząć odmawiać? Mają siedzieć samotnie w domu podczas gdy ich rówieśnicy strzelają do siebie z laserów? Gdy śmieją się do rozpuku przed ekranem w Multikinie? Gdy nurkują w kolorowych kulkach w Fikolandii??
Dla mnie, matki i ekonoma jednocześnie, to spora zagwozdka. I nie chodzi tutaj wyłącznie o kwestię pieniędzy, choć we wrześniu na prezenty urodzinowe wydaliśmy już 130zł, lecz również o wpojenie dzieciom pewnej ważnej zasady: że w życiu należy dokonywać wyborów i czasami trzeba umieć z czegoś zrezygnować...
nawet jeśli jest to przyjemne i pożądane...
czy słusznie?

44 komentarze:

  1. Bardzo słusznie - przerabiałam ten temat jak jeszcze urodziny odbywały się w domu.Jakoś dzieciaki zrozumiały.Aż boję się co będzie jak Grzesiek będzie chciał!
    Buźka:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj będzie chciał, będzie... teraz taka moda...
      ja za moich czasów nie miałam robionych żadnych urodzin, teraz to ludzie prześcigają się w pomysłach - czy te dzieci aby na pewno muszą być tak stymulowane??? tak jak pisze rybenka, dzieciakom wystarcz kijek, kawałek placu i garstka rówieśników!

      Usuń
  2. na szczescie moj syn uparl sie na domówkę w tym roku i jego koledzy byli zachwycenia biegajac po ogrodzie
    dzieciom niewiele potzreba zeby sie dobrze bawily

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rybenko, otóż to! dzieciaki zabawią się w każdych okolicznościach i w każdej scenerii. Tylko my w domu nie mamy warunków, dwa pokoje, 50m2 :)

      Usuń
    2. to zrobcie wycieczke do lasu, pobawcie sie w podchody, zbudujcie szala, tysiac pomyslow
      dzieciaki beda zachwycone!

      Usuń
    3. taaa, 30 października z reguły pada deszcz i jest około 5 stopni, a 24 stycznia jeszcze gorzej :)

      Usuń
    4. nie moglas tych dzieckow urodzic w innym terminie?
      a tak w ogole to NIENAWIDZE urzadzania przyjęć urodzinowych dla dzieci
      przy trójce to sie nacierpiałam...

      Usuń
    5. rybenka, żeby jeszcze było śmieszniej to Młodego żech se wydała na świat w dniu swoich urodzin :::)))
      a ja lubię ale tylko pichcić - torciki, babeczki, ciasteczka :)

      Usuń
    6. to moze zrob takie urodziny, niech pieka pod twoimprzewodnictwem?

      Usuń
  3. Mammo Droga Mio, ja jeszcze nie mam z tym problemu, ale dzieci rosną... U nas nie ma takich atrakcji, bo miasto małe, ale być może ja o niczym nie wiem siedząc w domu na zapiecku. Osobiście nie chodziłam na imprezy urodzinowe a swoje urodziny "organizowałam" 1 raz w życiu - 23cie na studiach wespół w zespół z koleżanką. W moją 18-stkę miałam w domu pogrzeb stryjka, który z nami mieszkał - więc i to ważne wydarzenie odpadło a i tak nie wiem czy bym robiła imprezkę. Wątpię. U nas w domu nie było tej tradycji urodzin (nie było czasu, mieszkaliśmy z dala od wszystkich, etc). Jak dotąd moje dzieciaki też nie miały wyprawianych urodzin. Jeszcze nie mają kolegów ni koleżanek, z którymi ścisłe się kumplują i spraszają nawzajem. Ale myślę, że jak ruszą do szkoły - może się to zmienić. I tak sobie myślę, że też będę miała dylematy. Zasada "że w życiu należy dokonywać wyborów i czasami trzeba umieć z czegoś zrezygnować" wydaje mi się być w tym wypadu jak najbardziej na miejscu. Choć nie prosta to sprawa. Małe dzieci małe kłopoty, im większe tym i kłopoty bardziej skomplikowane. Moi dodatkowo mają obaj urodziny tego samego dnia - teraz to ułatwienie, za jakiś czas - wyzwanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak Amisha, ja ponoszę koszty życia w dość dużym mieście :)
      ja też jako dziecko nie miałam robionych urodzin, osiemnastka jedynie :(

      Usuń
  4. W tym przypadku im dalej, tym będzie lepiej. Moja Młoda szybko doszła do wniosku, że nie zamierza zapraszać na imprezy dzieci, które zwykle mają ją gdzieś i jeszcze obrobią jej dupę po... Teraz robią tosty (biedronka), sałatki (dwie na spółkę), wystawiają grilla, kupują po piwie i... Kończą pieśnią Andrzeja Rosiewicza (nie pamiętam tytułu) o 6 rano ;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. he he :) nie umiem się doczekać tych imprez Dreamu, będę z nimi tego Rosiewicza wyła na całe gardło :)

      Usuń
    2. Przy Tobie nie zaczną śpiewać ;o)

      Usuń
  5. No więc tak - jesli mogę od siebie. Urodziny "na zewnątrz" mają swoje zalety. 1. zawsze to nie w domu (wzrasta atrakcyjność). 2. nie ty, ale animator zabawia dzieciaki. 3. impreza ma określony czas trwania, a Ty wracasz do posprzątanego domu. 4. koszt takiej imprezy nie zawsze przewyższa koszt zorganizowanej samodzielnie w domu. Oczywiście w tym wszystkim potrzebny jest zdrowy rozsądek i wyważenie. Do pewnego czasu robiłam takie imprezki z sąsiadką. Młoda i jej syn mają urodziny w podobnym czasie, więc łączyłyśmy imprezki, dzieląc koszty na pół. I tak - impreza w małej kawiarence kosztowała 250 zł plus 120 tort - podzieliłyśmy na 2. I było super. Ostatnio robiłam w domu. Piekłam tort, babeczki, kupowałam soczki, szampana, ciasteczka, jakies pierdoły do ozdoby (nie miałam nic) i nie wiem, czy nie wyszło mnie tyle, co robienie urodzin "gdzieś". A jeszcze się napracowałam i pomagałam towarzystwu się bawić. Młoda miała jasno postawiony warunek - możesz zaprosić 5-6 koleżanek, bo więcej się nie zmieści. Impreza się udała, ale nie wiem, co zrobię na wiosnę - czy w domu, czy na zewnątrz. Jest kilka opcji, wśród których można pogrzebać i wybierać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to fakt, w takim Kinder Klubie na około 8 zaproszonych gości, na 2 godziny zabawy płacę około 220zł, do tego robię swój torcik i swoją pizzę. Tylko bardzo bym sobie życzyła, żeby mi Młode za chwilę całej klasy Ia i IIIa nie sprowadzili ::))

      Usuń
  6. Multikino?
    Laser House?
    Pool Party?
    Jak dobrze, że mieszkam na zadupiu i tutaj wciąż domówki są w modzie (a może w konieczności;)

    Choć nie powiem, zgadzam się z przedmówczynią, czasem i tak taniej i lepiej wyjdzie gdzieś "na mieście", wszystko w granicach rozsądku, rzecz jasna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja bym chętnie zrobiła w domu, zobaczyła jaka to różnica w kosztach, ale nie mam warunków... ale może jak to "moje największe marzenie" się spełni to będę miała możliwość dokonania porównań :)

      Usuń
  7. za moich czasów małych dzieci mych,moda była na Mc Donalda,z boku była mała kanciapka gdzie miła pani w ciągu 2 godzin zabawiała dzieci,koszt był nie duży a zabawa przednia....wszystko ulega zmianom:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uuu, dziś Mc Donald to jest chyba "passe", he he ::))

      Usuń
    2. być może,aczkolwiek młodzież nadal przesiaduje w Mc Donald:)))
      ale teraz już nie ma tam przyjęć urodzinowych,pomimo,ze było taniej to jednak rodzice wolą wypas w tych wszystkich przez Ciebie wymienionych:DDD
      konkurencja nie śpi....:PP

      Usuń
  8. No nie jest latwo miec dzieci, szczegolnie w czasach wyscigu aby dorownac Kowalskiemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fakt Star, wielu rodziców organizuje swoisty wyścig szczurów :)... ale są też rodzice, którzy zapraszają do domu, do ogrodu, robią ognisko, sami organizują dzieciom zabawy... tylko, że łatwiej i wygodniej scedować na animatora :)

      Usuń
  9. Trudny temat. Za naszych czasów nie było takich dylematów, a teraz jak ktoś nie ma kasy to i przyjaciół. Dziwne to. Może trzeba by wybrać grono tych najbliższych i tylko ich odwiedzać i zapraszać, bo w końcu wyjdzie na to, że będziecie zarabiać tylko na imprezy urodzinowe :) Po co kolegować się z kimś na siłe, tylko z powodu imprezy urodzinowej, bez przesady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kolegować się nie muszą, grunt, że się na urodziny zapraszają :)... zresztą ja tam nie wnikam może akurat Karol z Ia bardzo lubi Młodą, a Hania z IIIa uwielbia Młodego ::)) a ja tu od razu, że zapraszają kogo popadnie :)

      Usuń
  10. Wiesz, nawet nie wiedziałam co to Laser House /już doczytałam/. Też się kiedyś zastanawiałam nad tego rodzaju imprezami i szaleństwie okołoimprezowym. Z jednej strony rodzi się pytanie o dokonywanie wyborów, z drugiej strony: co zrobić, by nie przesadzali rodzice kolegów? I dalej: co będzie za kilka lat? Na co wtedy będzie moda?
    Pytania tak naprawdę bez odpowiedzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz eNNko, muszę postąpić tak, żebym była w zgodzie z własnym sumieniem, a że jestem zwolenniczką kształtowania pewnych racjonalnych postaw u własnych dzieci, stwierdziłam, że ograniczymy imprezy urodzinowe do naprawdę najbliższych kolegów, a ich koszty nie mogą przekroczyć pewnej określonej sumy...

      Usuń
  11. ja do tej pory wychodziłam z założenia, że skoro gdzieś się chodzi, wypadałoby samemu też wyprawić, zaprosić. ale z drugiej strony przecież taki gość nie przychodzi na imprezę z pustymi rękoma, tylko z prezentem, więc nie na przysłowiowy "krzywy ...". a już zupełnie inną sprawą jest, że chyba nie ma dziecka, które by nie chciało wyprawienia urodzin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ruda, święte słowa!!! to, że Krzyś zaprosił Jasia czy Jaś Stasia nie znaczy, że Jaś musi zaprosić Krzysia, a Staś Jasia... no nie? :)

      Usuń
  12. Trudny problem...
    ale tak jak Ty uważam, że trzeba w dzieciach kształtować racjonalne postawy, uczyć niepoddawania się ślepo modom, dokonywania wyborów itp.
    Powodzenia i konsekwencji w działaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też tak myślę Olgo i już teraz, na podstawie po ich zachowania, stwierdzam, że projekt "wychować mądre i rozsądne dziecko" zmierza w dobrym kierunku :)

      Usuń
  13. Wyścig szczurów czas zacząć. Trochę sarkastycznie, ale niestety z tego to wynika. Co do kosztów, to są tacy co gotowi się zadłużyć. Presja społeczeństwa jest coraz większa. Trzeba być twardym, ale czy dzieci to zrozumieją?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie tego stwierdzenia użyłam powyżej...
      jednakże my raczej w tym wyścigu udziału brać nie będziemy....
      impreza urodzinowa, owszem, ale wszytko w granicach rozsądku...
      pytanie tylko dokąd on, ten nasz rozsądek, sięga? :)

      Usuń
  14. no cóż... jeśli nie masz gdzie i pora nie ta, to chyba faktycznie lepiej "dzieś", dla mnie największą atrakcją takich imprez poza domem, był ściśle określony czas - o konkretnej godzinie rodzice przyjeżdżali po swoje dzieci i miałam z głowy :)))
    Ale prawdą jest, ze urodziny zrobione w domu, kiedy Juniorka miała 7 lat, pamięta do tej pory. Najpierw dzieciarnia dekorowała sama siebie i pokój, potem szukali pochowanych listów z literkami, z których musieli odgadnąć gdzie ukryty jest skarb, przy okazji wykonując odpowiednie zadania, a na koniec znajdywali skarb z różnymi pierdołami i słodyczami. Mogli wybrać, co chcieli. Jednak nie było to taniej :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. suuuper! chętnie zrobiłabym coś takiego dla moich ale dużej chałupy brak :). W tym naszym M3 w 5 minut byłoby po zabawie ;)

      Usuń
  15. toż to takie imprezy są od cholery kosztowne w te i we wte

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nooo, zawsze to koszt minimum jakieś 200zł...

      Usuń
  16. To bardzo trudne wybory, bo kosztowne i jednocześnie towarzysko pozostawiają ważny ślad w życiu dziecka.
    Nie zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz Iw, jak pojawi się taka kumulacja jak we wrześniu tego roku na przykład, to budżet domowy cierpi, oj cierpi :(...

      Usuń
  17. Ehhh... To chyba nie tyle dzieci chcą, co... rodzice fiksują. Pokazują na co ich stać, co są w stanie zorganizować dla dzieciaka. A przecież dziecku niewiele potrzeba do szczęścia...
    Ciekawe, jak to będzie za jakiś czas u mnie wyglądało... :)
    Oraz bardzo mądrze uczysz - nie wszystko można mieć i trzeba też umieć z pewnych rzeczy zrezygnować. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, Thunder, to z reguły rodzice kombinują gdzie by tu zrobić dziecku urodziny, żeby nie było nudno i jednocześnie inaczej...
      fakt, dzieciaki uwielbiają nowości i faktycznie ostatnio Młody wrócił z Laser House'u bardzo podekscytowany... jednakże jeśli koledzy są fajni, a dzieciaki kreatywne, to nie potrzeba zbyt wiele, aby zabawa była przednia

      Usuń
  18. Ja na to patrze z innej strony. Tak jak ze slubami. Jesli mnie ktos zaprasza, to znaczy, ze chce abym tam byla. Do tego przynosze prezent wiec nie widze w tym zaciagnietego dlugu. Mysle, ze jesli dziecko zaprasza dzieci na urodziny i nagle nikt nie przyjdzie, bo nie chce sie w ten sposob zadluzac, to bedzie mu bardzo przykro. Moje chodza na male- kilkuosobowe imprezy w domu i na duze, gdzie jest cala klasa i ze wszystkich wracaja zachwycone. gdy same robia male zapraszaja kilka najlepszych kolezanek, gdy duze zazwyczaj wszystkie dziewczyny z klasy, ale to bylo sporadyczne. Po takich duzych imprezach tez nie oczekiwalam, ze mi sie zwroci i ze kazda osoba z tych przybylych zaprosi teraz moja corke.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my też podeszliśmy do tego w ten sposób - Młode idą na urodziny tam gdzie ich zapraszają, ale nie oznacza to, że wszystkie te dzieci będą zaproszone do nich...

      Usuń
    2. Lola - ja też zaczynam do tego tak podchodzić. pamiętam kolegę przedszkolnego mojej Młodej, któremu było potwornie przykro, bo mama nigdzie go nie puszczała właśnie z powodu konieczności ewentualnego rewanżu. a i jubilatom też było smutno, że go nie było.

      Usuń