niedziela, 8 września 2013

Dwoje w szkole, czyli organizacyjny rozpiździel



Dwoje Młodych w szkole podstawowej, dla matki pracującej we własnym M-3, to coś pomiędzy gimnastyką kaskaderską, a akrobatyką karkołomną.


Praca choć w kapciach wykonywana, aczkolwiek jakby nie było całkiem zawodowa, zyski wymierne przynosząca, to obowiązki, terminy, zobowiązania, plany do realizacji. 
A tu w godzinach pracy o Młode się matka potyka, spod biurka gadziny wyciąga. 
Do tego: 
- jabłuszka obiera, 
- książeczki podaje,
- dvd włącza, 
- dvd wyłącza, 
- majtek z motylkiem szuka, 
- ciasteczko z górnej szafki ściąga,
- kołtuna na włosach ujarzmia, 
- pastę na szczoteczkę nakłada, 
- za jogurtem w lodówce nurkuje.... 
I przy tym wszystkim na pytania przeróżne odpowiedzi udziela. Paplaniny sześciolatki słucha, na mądrości trzecioklasisty głową potakuje. Cierpliwie, choć praca odłogiem leży.
Leżakuje bezproduktywnie. 
Kiśnie nieefektywnie. 
Zalega bezprzychodowo. 
Na orkę ekonomiczną czeka. 
Na matkę, co w pracy być miała. 
Na tę matkę, która ma biuro na prawo od kibla, na lewo od kuchni. Kuchni, w której matka, co miała być pracująca, od rana już rosół szykuje, na schaba frustracje przelewa. Tak, żeby jak Młode, które do szkoły iść rano musiało, miało co zjeść po powrocie. I to, które rano nie poszło, a pójdzie za cztery godziny, też zjadło jak wróci o zmierzchu.

Biedna ta matka co w domu ma pracę! Nie ma bidula życia łatwego. 
Ba! nawet ma przeje**ne: bo kiedy jedno młode do szkoły idzie, to drugie młode nie musi, a to, które dzisiaj iść musi, a jutro nie będzie musiało, temu drugiemu, co dziś nie musiało, a jutro już będzie musiało, pomacha na pożegnanie...
To starsze macha młodszemu we wtorki i również w piątki. To młodsze natomiast starszemu machnie jedynie w ten dzień, co po środzie. 
Tak tak... tym uważniejszym spieszę wyjaśnić:
w te dwa dni, co Wam ich brakuje, dni cudne, dni piękne, dni pożądane, młode idą do szkoły na taką samą godzinę!!!! Dużo to czy mało? Cieszyć się czy płakać? Doceniać czy frustrować?
Odpowiedź jest bardzo prosta. Tak jak prosta jest matematyka. 

Zresztą po co liczyć.
Jak dla mnie to:
Praca+dzieci = zawsze:
katastrofa gospodarcza
klęska ekonomiczna
rozczarowanie Balcerowicza....
Zatem, dzieci kochane:
świetlica!!! 
Idę im powiedzieć....

62 komentarze:

  1. ufff! Dać Ci order kochana;))
    Dajesz z uśmiechem radę , podziwiam:))
    @ wysłałam;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miśko kochana, cóżeś Ty mi wysłała czego nie dostałam? order? ::)))

      Usuń
  2. Podziwiam i ja :)
    cierpliwości i wytrwałości życzę! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olgo, byle do przyszłego roku. Teraz póki co muszę Młodą zaprowadzać i przyprowadzać, dopiero w II klasie dzieci mogą same chodzić. Ale to i tak dobrze, koleżanka mi mówiła, że w Włoszech do końca szkoły podstawowej dzieci muszą być odbierane przez dorosłych...

      Usuń
    2. W USA do 13 roku zycia dzieciaki musza miec zapewniona opieke, nie tylko w trakcie doprowadzania czy odbierania ze szkoly, tez w domu. I to opieka osoby doroslej.

      Usuń
  3. Eeeeeee tam, dasz radę, w końcu maja ludzie gorzej: są wielodzietni, są bezrobotni, są nieuleczalnie chorzy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jesooo, Frau aleś pojechała...

      Usuń
    2. Frau, niektórzy mają super hiper, zapomniałaś dodać, bo nie żyją.

      Usuń
    3. no właśnie, tym to dobrze ::))

      Usuń
    4. To prawda. Na cmentarzu widać same plusy ;)

      Usuń
    5. No i inni nie mają gorzej. Tylko to się chyba nie wpisuje w Twój sposób myślenia.

      Usuń
    6. Usiłowałam pocieszyć Mammę tym, że inni właśnie mają gorzej. A teraz już nie wiem, który komentarz do czego, zgubiłam się. S.O.S.!

      Usuń
    7. Frau, pocieszenie, że inni mają gorzej? To jak pocieszysz kogoś, kto stracił nogę? Że inni nie mają obu?

      Usuń
    8. Wiem, wiem - na mnie też takie "pocieszenia" nie działają. Ale czasem dobrze jest docenić to, co się ma.

      Usuń
    9. Frau - Docenić co się ma można na wiele sposobów. Jednak porównywanie do tych, co mają gorzej nie jest żadnym pocieszeniem.
      To taka negatywna filozofia. Do tego brzmi jak: przestań się mazać, inni mają gorzej.

      Usuń
    10. Ależ ja to najdoskonalej wiem, sama zabijam za stosowanie czegoś takiego na mnie. Miało być pogodnie i dowcipnie. Wyszło jak zwykle :)

      Usuń
    11. Pogodnie i dowcipnie mówisz.... To trzeba było do wielodzietnych, bezrobotnych i nieuleczalnie chorych dołożyć jeszcze ospowatych i ze świerzbem. Byłoby jeszcze śmieszniej

      Usuń
    12. Nie uważam, żeby mieli gorzej - jedno i drugie się leczy.

      Usuń
    13. Frau - trzeba zawiadomić Premiera, żeby się nie wysilał, bo bezrobocia nie da się wyleczyć. To nie świerzb.
      Ty naprawdę nie kumasz, że zalecając komuś, by się nie mazał, bo inni mają gorzej, lekceważysz czyjeś problemy i ustawiasz się w roli pouczającego?

      Usuń
    14. O matko kochana, pieprznęłam byle co na odlew, a Ty rozmazujesz pierdołę z zacięciem godnym lepszej sprawy, jakby to był jakiś problem. Nudzi Ci się?

      Usuń
    15. No właśnie: pieprznęłaś na odlew.... Mię i Jej problemy. I nawet tego nie zauważyłaś, a nawet uznałaś, że to śmieszne.
      Fajny i sympatyczny z Ciebie człowiek. Naprawdę fajny.

      Usuń
    16. spokój proszę!!!
      pieprzenie na odlew nie jest moją ulubioną formą komentowania, ale widać Frau nie mając ani czasu, ani ochoty na napisanie czegoś mądrego, postanowiła mimo wszystko pozostawić ślad po sobie w tym właśnie poście...
      a dzięki Zante ślad ten zaraz osiągnie gigantyczne rozmiary....

      Usuń
  4. tylko nie stchorz, i im powiedz:PP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawe czy powiedziała..?

      Usuń
    2. i jak zareagowały?

      na wszelki wypadek nie powiem, jak moje to przyjęły ;P

      Usuń
    3. rozczaruję Was pewnie...
      nie powiedziałam :(
      przemyśleliśmy to z mężem i stwierdziliśmy, że to trochę za dużo jak na sześciolatkę w nowej szkole, w nowej rzeczywistości...
      póki co oszczędzimy jej świetlicy, niech najpierw oswoi się ze szkołą, pozna nowe koleżanki i kolegów (z jej grupy poszło tylko 5 dzieci)...
      muszę zacisnąć zęby i jakoś przebrnąć przez tę pierwszą klasę, w drugiej już pewnie będzie łatwiej

      Usuń
  5. znam to Mia z autopsji :)))
    teraz Dzieci duże,więc czasu więcej a i organizacja logistyki lepsza:)
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Margo, ja czekam na ten czas kiedy Młoda będzie już tak samodzielna jak Młody...

      Usuń
  6. I co, dostałaś owację na stojąco, za tę świetlicę? ;o)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie dostałam bo nie powiedziałam... czytaj wyżej

      Usuń
  7. czymaj sie! co więcej dodać! czymaj się dzielnie i nie daj się z tej świetlicy wykolegować! :) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. emko, ja bym tak wszystko chciała pogodzić - żeby i praca szła sprawnie i dzieci miały mamę pod ręką i nie musiały kiblować w świetlicy...
      i wiesz dziwnie bym się czuła każąc moim dzieciom siedzieć na świetlicy, mimo, że ja w domu... wiem wiem, w domu pracuję, ale i tak czułabym się niekomfortowo...

      Usuń
  8. Pamiętam, pamiętam! Podziw ci sie należy i tyle!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anko, podziw to się należy wszystkim mamom!!! Bez wyjątku!

      Usuń
  9. Tak, doceniać to co się ma.

    OdpowiedzUsuń
  10. O rany, to wszystko przede mną. kobieto, podziwiam, podziwiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak przyjdzie Twój czas to służę dobrą radą :)... albo i nie ;)

      Usuń
  11. Nie ma Ci czego zazdroscic w tej sytuacji;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie ma Star, zdecydowanie...
      no chyba że tych metrowych nóg jeszcze przed wejściem w fazę kurczenia :::))))

      Usuń
  12. trzymam kciuki :)) pomyśl, że za kilka lat nie będzie już kogo niańczyć, dlatego wytrwaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. marna pociecha, Poleczko :). Ale dzięki ;)

      Usuń
    2. wiem kochana. nie ma jak pocieszać, bo musisz sama znaleźć złoty środek. wszystko jest do przetrwania, tylko uważaj na szkliwo na zębach, bo od zaciskania szczęki może popękać :))

      Usuń
    3. oj tam oj tam:)
      Polly:) Na to też jest sposób:)

      Usuń
    4. tiaaaaaaaa,sztuczna szczęka nie ma szkliwa :))))

      Usuń
    5. nie, nie! mam na myśli, że można zrobić tak,żeby za kilka lat móc znów kogoś niańczyć:))

      Usuń
    6. Miśka, tfu tfu, Ty mi lepiej nie wróż takich niespodzianek... nie żebym dziecków nie kochała, tylko wiesz, takie tam - wygoda, wiek, kasa - a raczej jej wieczny brak :::))))
      ale jestem pewna, że jakby się czasami przytrafiło - pokocham i dam cyca :::))))

      Usuń
  13. Pracuję od wielu lat w domu, na szczęście wychowywałam tylko jedną pociechę, ale wiem, o czym piszesz.
    Udało się, już się usamodzielnia.
    Ty też dasz radę, nie sypiając po nocach, korzystając z tzw. wolnych weekendów itepe.
    Ech, praca w domu niby blisko dzieci, ale to chyba najwyższe wyzwanie dla mamy multi-task!
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po nocach odpada Iw, bo ja jestem dzienne zwierzę :). Nawet na studiach najpóźniejsza godzina, do której potrafiłam wkuwać, to była 22:00. Weekendy też chcę być z dziećmi, pojechać w góry, na rower, na spacer... ale tak, masz rację, trzeba być mocno elastycznym jeśli chce się mieć i rybki i akwarium :)

      Usuń
  14. I doskonały pomysł! Są dzieci, które uwielbiają przebywać w świetlicy szkolnej, bowiem tam zawsze coś ciekawego się dzieje. Poza tym mogą pobawić się z rówieśnikami. A praca nawet we własnym M - jest pracą, która wymaga skupienia i spokoju!
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młoda już się dopytuje kiedy zostanie na świetlicy :)... problem tylko w tym, że chce tam zostać ze swoim przyjacielem Jeremiaszem, ale im się nic nie zazębia.... wrr

      Usuń
  15. Z wyżej fantastycznie opisanych powodów - nie umiałabym rabotać w domu. Koniecznie więc świetlica. Tylko już nie najmuj się do niej jako opiekunka a do tego biurka pędem, a jużci! My teraz obu wyprowadzamy rankiem z domu - co by ojciec mógł w nim rabotać ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooo, tzn, że tatuś przyjechał?

      Usuń
    2. A tak, co najmniej od 1,5 miesiąca w domu - nie licząc kilku ostatnich dni kiedy to był w ehem Hiszpanii.

      Usuń
    3. super!! chłopaki pewnie ucieszone! I żonka również :). Na jak długo zostaje?

      Usuń
  16. Pomyśl co będzie jak dzieciaczki będę w gimnazjum lub liceum i M-3 stanie się dla tej dwójki za małe...

    OdpowiedzUsuń
  17. Praca w domu wymaga komfortu, spokoju, a dzieciaki potrzebują matki, na trochę, ale zawsze - świetlica to nie taki znowu zły pomysł, myślę...
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń