piątek, 5 kwietnia 2013

Miasto śmierci

Foto: casalcubabarcelona.wordpress.com 
Być może emocje, towarzyszące mi podczas oglądania filmu „Miasto śmierci”, nie byłyby tak intensywne, gdyby nie fakt, że w 1997 roku spędziłam w tym mieście kilka godzin. Perspektywa 16 lat zrobiła swoje, skutecznie zamazując realność tamtych wydarzeń, kiedy to we wrześniu 1997 roku razem z łotewską koleżanką, wynajęłyśmy kierowcę i przekraczając granicę amerykańsko-meksykańską znalazłyśmy się w jednym z najniebezpieczniejszych miast świata – Juarez!
Jadąc tam, nie miałyśmy świadomości, że oto dwie młode dziewczyny, o przyciągającej uwagę tubylców, słowiańskiej urodzie, ruszają w miasto o niechlubnych, alarmujących statystykach, które ostrzegają:
kobieto, strzeż się Juarez, możesz tam zostać na zawsze!!! 
 
Pamiętam ten dzień jak przez mgłę. Był upał, żar lał się z nieba, co o tej porze roku, przy tej szerokości geograficznej jest normą. I my - dwie białe niewiasty w kusych sukienkach, bezbronne, jakby na tacy podane. Halo, tu jesteśmy, mordować i gwałcić możecie! Lub odwrotnie :)

Ufność do obcych mam skąpą, ojciec - komisarz dochodzeniówki - córki swe dwie ukochane, przed złem tego świata przestrzegał. 
Zdrowy rozsądek jednak i mnie zawiódł, ku przerażeniu ojca i matki (którzy tak de facto nawet nie wiedzieli, gdzie jestem, komórek wtedy nie było, a nasze plany turystyczne były, delikatnie mówiąc, spontaniczne). Miasto śmierci na mej drodze stanęło....

Wjazd do Meksyku to pestka, gorzej w odwrotną stronę! Dokumenty niezbędne przy wjeździe okazałyśmy, upewniając się, że z wjazdem powrotnym do Stanów nie będzie problemu. Niepewność jednak i strach, czy wyprawa do Juarez nas nie pogrzebie (teraz dopiero zdaję sobie sprawę z dosłowności tych słów) towarzyszyły mi całą drogę. Z całej meksykańskiej wyprawy skrawki niewielkie pamiętam – kościołów dziesiątki, nowobogackich willowe dzielnice, obskurne osiedla meksykańskich biedaków. 
I sklep jakiś z pamiątek stosami, którego właściciel ze złotym zębem i chytrym, lisim uśmiechem zapytał, czy jestem wolnego stanu, bo żony dla pierworodnego mu trzeba.... Niezły musiał mieć ubaw na widok mojej miny :(

Po kilku godzinach jeżdżenia po 1,4 milionowym mieście, czas powrotu (jednak :) nastąpił. Kolejka w stronę amerykańskiej granicy końca się zdawać nie miała. Minuty wiecznością się stały. Serce w mej piersi waliło.
Co jeśli Lucinda-celniczka wjazdu do Stanów odmówi? Co jeśli taksówkarz nikczemny, w zmowie z gangów członkami? Wjechać do Stanów się nie da? Dokumentów potrzebnych turystki nie mają? Oj, jaka szkoda, oj, jak mi przykro :(. Juarez Was zatem pogrzebie... ooops... poratuje w potrzebie, rzecz jasna :)

Ufff, nie tym razem :). Z Meksyku wypuścili! Dokumenty potrzebne turystki miały, taksówkarz człowiek porządny, na miejsce niewiasty odstawił. Żegnaj Meksyku, witaj Ameryko :).

Na zawsze podróż tę zapamiętam, tym bardziej, że cała i żywa wróciłam, długo jeszcze ekstremalności mych poczynań nieświadoma. 
Ilekroć „Miasto śmierci” oglądam, wspomnienia sprzed lat nastu wracają. Choć nie tak, jak te filmowe (a jednak życiowe), tragiczne. I sprawę sobie zdaję, że los prowokowałam, a szczęścia niż rozumu, dzięki Bogu, więcej miałam! Amen!

 JUAREZ- od roku 1993 w mieście masowo giną młode kobiety i dziewczyny. Szacuje się, że do końca lutego 2005 roku zaginęło wg danych oficjalnych bez wieści ponad 400 kobiet. Nieoficjalnie mówi się, że ta liczba może być zaniżona nawet dziesięciokrotnie. Policji udało się odnaleźć około 370 ciał zaginionych. Ciała porzucane są w opuszczonych budynkach i placach na terenie miasta, a także na pustyni za miastem w okolicy góry Cristo Negro.
W 2007 roku została wydana w Polsce książka "Miasto - morderca kobiet" autorstwa Jeana-Christofa Rampala oraz Marca Fernandeza. Zamieszczone są w niej materiały dotyczące popełnianych morderstw na kobietach w Juárez, a zebrane podczas dwuletniego śledztwa dziennikarskiego, przeprowadzonego przez autorów. Pozycja ta prezentuje także teorie Fernandeza i Rampala, wyjaśniające dlaczego w tym rejonie dochodzi do tego typu przestępstw. Jedną z nich jest szeroko rozpowszechniony "kult macho", związany z historią narodu meksykańskiego (legenda Malinche).
W 2006 roku zainspirowany wydarzeniami w Ciudad Juarez powstał film "Bordertown" (Miasto śmierci) z Jennifer Lopez i Antonio Banderasem w rolach głównych.



46 komentarzy:

  1. Baaaardzo mnie zaciekawiłaś tym postem... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie chcesz pojechać :)

      Usuń
    2. Eeeee nie. Aż tak ekstremalnych zapędów nie mam - dziecię mi je bardzo przytępiło :)))

      Usuń
  2. oglądałam film o tym mieście, dokumentalny, nawet chyba był to cykl.. w każdym razie MAKBRA..

    OdpowiedzUsuń
  3. Filmu z Lopezką nie widziałam, miasto i jego niechlubna opinia są mi znane, z jakiegoś programu dokumentalnego (niejednego zresztą). Dobrze, że wróciłyście :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam niedawno o ucieczce imigrantów z biednych krajów południowoamerykańskich do Ameryki przez Meksyk i co się z nimi dzieje po drodze. Zgroza, gwałty wielokrotne na porządku dziennym. Miałaś faktycznie więcej szczęścia niż rozumu. A filmu jeszcze nie znam, ale chętnie obejrzę, tylko czy po tym spać będę mogła ...
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iw, jest jeszcze taki jeden film, Babel z B.Pittem, gdzie jeden z wątków pokazuje jak łatwo wjechać, a jak trudno wydostać się z Meksyku...polecam, generalnie cały film świetny!

      Usuń
  5. Dobrze, że przeżyłyście. Można powiedzieć, że młodość rządzi się własnymi prawami. Przypomniało mi się kilka sytuacji z mojego życia, wstyd pisać.pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klaudia, młodość młodością, ja po prostu nie wiedziałam nic o Juarez. I najgorsze jest to, że moja rodzina nie miała pojęcia gdzie podróżuję - po Ameryce, ale gdzie dokładnie...who knows :).

      Usuń
  6. Nie oglądałam filmu ale rozumiem emocje które przeżywarz podczas oglądania.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za każdym razem Jazz uświadamiam sobie jakie szczęście miałam :)

      Usuń
  7. Od czytania Twojego wpisu to strach się bać..
    Miałyście jednak chyba szczęście...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i to cholerne, nie tylko, że przeżyłyśmy, ale że do Stanów nas wpuścili :)

      Usuń
  8. Łooo Mamma mia! Ależ to było ryzyko.
    Dobrze, że stamtąd wróciłaś szczęśliwie :)
    Tak sobie myślę, że dobrze nam się trafiło urodzić się i żyć nie tam, ale tu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, eNNka, za każdym razem jak narzekamy na życie w Polsce, warto pomyśleć o Juarez :)

      Usuń
  9. Matko jedyna, kobieto!!!! Palpitacja z migotaniem zastawek normalnie!
    Jak dobrze, że jesteś..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no, dobrze mi z tym całkiem, Nat :)

      Usuń
  10. Przerażające!
    A tymczasem miłego dnia życzę!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja oglądałam film 2 razy. Niezwykle mi się podobał. Makabryczny topic, ale chyba przez to taki "pociągający"...

    No, Mamma Mia! Odważna byłaś. Ale udało się i dziś masz nietuzinkowe wspomnienie! Czasem bez ryzyk-fizyk nic się nie da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amisha, nietuzinkowość mych wspomnień mogła zostać okupiona najwyższą ceną...no ale nie została, hip hip hurra!:)

      Usuń
    2. Wiem, że mogła. Ale nie została. Hip hip. I dzisiaj to się liczy. Ale na przyszłość - uważaj. Bynajmniej nie zakładaj kusych sukienek ;).

      PS. Zazdroszczę Ci (tylko zazdroszczę tak bez zazdrości, wiesz!) Meksyku.

      Usuń
    3. Cały mój Meksyk to tylko Juarez właśnie ::))
      Ale Stany zjeździłam więc tego mi możesz zazdrościć, jak już tak bardzo chcesz :D

      Usuń
    4. Chyba jednak wolę to Juarez raz niż całe Stany po kawałku ;). Zazdrościć to nawet nie należy, nie to że chcieć ;). Poznałam kiedyś świetną Meksykankę - mam do niej sentyment. Ale kontaktu zero.

      Usuń
    5. Fakt, Stany przereklamowane ;)

      Usuń
  12. I tylko odpowiedz jest jedna: "To nie jest kraj dla starych ludzi" :)
    Ksiazka lepsza niz film:)

    OdpowiedzUsuń
  13. oglądałam całkiem niedawno, ciekawy temat. nie wiem czy odważyłabym się jako turystka tam pojechać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja bym się nie odważyła :) po raz drugi, z tą świadomością ;)

      Usuń
  14. Ile miejsc chcialabym odwiedzic...
    Jedno zycie to za malo, aby wszystko zobaczyc!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, święta prawda Judith! Mi się marzy Japonia, Australia, wyspy Fiji ...ech, nie zdążę :(

      Usuń
  15. O ja Cię kręcę! Kobito!!!
    Aż gęsiej skórki dostałam... Ależ miałyście szczęście!
    Będziesz miała co wnukom opowiadać... ;-)

    Filmu nie widziałam, ale mnie zainteresowałaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, wnuki się nasłuchają :). Póki co dzieciaki słuchają i Wy, blogerki moje drogie :)

      Usuń
  16. film oglądałam i cieszę się, że Wasza wyprawa skończyła się tak a nie inaczej.... ale, tak jak ktoś napisał, młodość ma swoje prawa, w tym prawo do pewnej "głupoty" ...

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj, co ja się Ciebie naszukałam...!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Frau Be, wierzyłam w Twoje możliwości :)

      Usuń
    2. Wiesz, ja w swoje też, tylko nie w możliwości systemu. To coś o nazwie Google plus (czy jakoś tak) jest wkurzające. Zamiast na blog, przekierowuje na... nie wiadomo, co.

      Usuń
  18. Brrrr... aż mi ciary przeszły...

    OdpowiedzUsuń
  19. i moi wścibscy przyjaciele zagalopowali się do Meksyku w 2003 roku .Wystarczyły mi ich opowieści w których przeważał strach , bieda i bród .Zauroczyła ich natomiast artystyczna strona a mianowicie wspaniałe malowane porcelany,obrazy , ozdoby z materiałów - za przysłowiowe grosze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za bardzo ze strachu w majty sikałam by to dostrzec...:)

      Usuń
  20. aż oddech wstrzymałam czytając :))
    młodzi ludzie mają różne pomysły :)) czasem strach wiedzieć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak, gdyby moi rodzice wiedzieli podejrzewam palpitacje sercowe :)...a tak dowiedzieli się dopiero jak już w domku byłam bezpieczna cała i zdrowa :)

      Usuń
  21. O mamma mia:)Ciary mi po pleckach chodzą.

    A a propos ekstremalnych doznań...wycieczki do Czernobyla to Ty nie planujesz przypadkiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, dwa razy nie powtarzaj Nika :)

      Usuń