poniedziałek, 25 lutego 2013

Dygresje na temat, czyli....

Kobitka to ma przesrane! Zwłaszcza w zimie! Zwłaszcza na stoku! I zwłaszcza jak siku chce!
Leci w tych betonowych butkach taka niewiasta do najbliższego kibelka, przebiera nóziami, niepomna ostrzeżeń, że płytki śliskie i bach, pada jak długa niczym Andrju w trzeciej sekundzie :). Bolesny to upadek, nie tyle dla ciała, co dla ducha.
Jako, że kobitka, istota próżna, fason chce utrzymać, w najdramatyczniejszych nawet okolicznościach. Zbiera się zatem w takie pędy, na jakie swoboda ruchów jej pozwala... że niby nie fiknęła przed chwilą, gdzieżby... ona? 

Dopadłszy wreszcie kibelka, ukryta przed wścibskimi spojrzeniami w kabinie o mikroskopijnych wymiarach metr na półtora, staje w obliczu majstersztyku ekwilibrystyki na skalę światową (no, chyba, że na świecie sracze większe obce mają :). 
Czas na siku!! Czynność z pozoru banalna, nabiera całkiem innego, upiornego wymiaru, a faza przygotowań do jego oddania, jawi się niczym scenariusz Monty Pytona. 

Najpierw rękawice. Zdjąć by trzeba, czucie w palcach nie takie, papieru narwać nie idzie. Upocić się niczym prosię kobitka nie ma zamiaru, kurtka zatem na haczyk. Niepokojąco klaustrofobiczna przestrzeń kibelka kobitkę, istotę o kruchej konstrukcji psychicznej, w panikę wpędzi, a juści! 
Potrzeba oddania moczu silniejszą od lęków i fobii, kontynuuje zatem kobitka. 
Kolej na spodnie. Kolejno szelki, zamek, guziki. Kalesony termo, majty w dół. 
Kiedy już w końcu gołym tyłkiem kobitka świeci, przysiad wykonać by trzeba, inaczej po nogach poleci, jak w dym! 
Obuta w betonowe buciki kobitka strategię przysiadu opracowuje: nózie trochę dalej od klopika ustawić, rękoma o ściany się zaprzeć, tudzież się klamki uchwycić niczym brzytwy tonący. Celem: równowagę utrzymać tak, by pupencji w czeluściach złowrogo bulgoczącego klopiku nie umoczyć! 
Mając na uwadze metraż kibelka rodem z Szuflandii, czynności te sporą dozą ryzyka obarczone, co uczucie stresu i paniki tylko w kobitce potęguje, tym bardziej, że kobitki polisa ryzyka takowego nie obejmuje. 
Niecierpliwe pomrukiwania kolejnych nieszczęśnic zza drzwi, blokują tylko w kobitce naturalne odruchy fizjologiczne i wisi tak nieboga, tyłkiem gołym strasząc wszystkie kanalizacyjne żyjątka. 
Wreszcie nadchodzi upragniony moment! Zwieńczeniem niecodziennego, mozolnego trudu kobitki, narciarki pełną gębą, sik prosty i celny! Opuszcza wychodek kobitka, lżejsza jakby i szczęśliwsza. Oddala się lekkim, mimo betonowych butków, krokiem, po narty i kijki sięga. 
Na powrót wita się ze stokiem, gdy wtem..... 
ciało w bezruchu zastyga, niepokój narasta, twarz purpurowieje. 
O nie! Tylko nie to!!!

Oparte na faktach.
W roli głównej Mamma Mia.
Czas i miejsce akcji: 23 luty 2013, Zagroń, Istebna ::)))

30 komentarzy:

  1. To mnie ubawiłaś. Tekst do kabaretu. raz jedyny miałam taki ekstremalny sik. Było podobnie. Gorzej z tym drugim. Pół biedy jak kibelek w miarę czysty. Poprawiłaś mi nastrój. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, kochana, uwierz, że nie było mi do śmiechu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Opis wydarzenia znakomity, choć wierzę, że to dopiero z perspektywy zaczęło wyglądać inaczej :)))

    He, he... słyszałam wersję z próbą załatwienia potrzeby w drzewkach przy stoku (bo do kibelka za daleko było). Tylko kobitka podobno z nart się nie wypięła. I gdy "się wypięła", to ją zza tych drzewek odbiło, wybiło czy jakoś tak i... wyjechała na stok z co niektórymi częściami (ciała - sic!) na wierzchu.
    Był dalszy ciąg, ale chociaż słyszałam z dwóch różnych ust i podobno jako najprawdziwszy autentyk, to sobie podaruję opis, bo jest zbyt niewiarygodny :)
    Pozdrawiam ciepło Miłośniczkę gór :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś słyszałam podobną opowieść! I jak potem poturbowana spotkała się na pogotowiu z panem, który miał złamana rękę , bo ...gołą pupę zobaczył i się zagapił!Albo coś pokręciłam;))

      Usuń
  4. Wow, to już by chyba trzeba było podciągnąć pod hardcore :;)). Moje przeżycia raczej z tych soft :)...no chyba, że monitoring w kibelku był ::))

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, dopiszę jednak...
    Hardcore to był później, gdy czekała w kolejce na pogotowiu i usłyszała pacjenta tłumaczącego lekarzowi, jak złamał rękę... oczywiście na stoku, gdy mu "jakaś babka wyjechała z 'gołą p...' i tak się zapatrzył, że sam nie wie jak, ale...".
    Dotąd słyszałam, nie wiem, co było dalej na tym pogotowiu :)) Ale do dziś się zastanawiam, czy to prawda całkowita jest :) czy nie podkoloryzowana ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, wydaje się to być możliwe, ale na potrzeby mediów podrasować zawsze można :)

      Usuń
    2. O właśnie! Teraz będę się męczyć gdzie o tym czytałam!!

      Usuń
    3. Miśka, jesteś trzecią osobą, od której to słyszę (tu: czytam). To już dowód wiarygodności :)

      Usuń
    4. eNNka, to chyba żaden dowód na wiarygodność, równie dobrze można zmyślić i podać dalej ::)).

      Usuń
    5. no tak, ale nie zmyślamy osobno;))A przy kawie się nie spotkałyśmy,czyli razem też odpada:) eNNka, skąd pochodzisz?:))

      Usuń
    6. Miałam raczej na myśli to, że świat jest mały i jedna Pani drugiej Pani...i tak krąży opowieść o narciarce z gołym tyłkiem ::)). A czy prawdziwa?? Who knows? :)

      Usuń
    7. Pochodzę z lubelskiego. I stamtąd słyszałam, choć od dwóch ludzi z dwóch różnych stron Lublina :)
      To chyba tak właśnie krąży: jedna Pani drugiej Pani...
      Ja akurat słyszałam obie wersje od... Panów, którzy słyszeli od swoich żon lub bratowych, hi, hi.

      Usuń
  6. hahaha...ups...pardon, nie mogłam się powstrzymać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oaza, się nie śmiej, solidaryzuj się :)

      Usuń
  7. Dziękuję za odwiedziny u mnie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jaki z tego morał? Lżej się ubierać na narty ;P
    Podoba mi się :)) Zostaje :D
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Jazz :) Zapraszam codziennie :)

      Usuń
  9. Ubawiłam się, bo prawie cie widziałam w tym kibelku:) Pozdrawiam:) Ella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ella, jeśli jeździsz na nartach to nie chichraj tylko się szykuj ;)

      Usuń
    2. Ja na nartach? W życiu już nart nie założę:) Wolę iść siku spokojnie, nie tak jak Ty:) Ella

      Usuń
  10. Niezłe :) ja się kiedyś wypierniczyłam po zejściu z orczyka. Odpięłam narty, bo co tak po płaskiem będę popylać niczym Kowalczyk klasykiem? I szybko poszło. Raz.. dwa.. trzyyyyy!!!!!!! i niebo widze, niebo! O cholera, stłukłam sobie kość ogonową..... ałć.... o urwał, ja sobie chyba rękę złamałam!!! AŁĆ!!! Na szczęście ręka była tylko mocno stłuczona (prykaz kilka dni na temblaku i kwaśna woda) - okolice krzyża i poniżej - same doszły do siebie (no przecież nie powiem na pogotowiu, żem se dupsko stłukła! wogóle jak się to prześwietla? przecież się z gołym tyłkiem na stole do rtg nie położę!!!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, i tak mi się przypomniało - nie polecam po nartach raczyć się grzanym piwem. Kiedy się już zakończy jeżdżenie, a panowie mają ochotę na więcej i chcą karnety dokończyć... Wtedy panie wpadają czasami na pomysł zagrzania się grzańcem i poplotkowania sobie po ciężkim dniu na nartach. To nie jest dobre rozwiązanie, gdyż piwo napojem moczopędnym jest i potem wygibasy w kibelku trzeba powtarzać parę razy, a czasami i to nie styknie i potem w drodze powrotnej, w śniegu po kolana (w szczerym polu nie ma zwykle stacji benzynowych) należy ćwiczenia powtórzyć :)

      Usuń
    2. Ha ha... orczyki mnie tez zawsze w stres wpędzają, a nuż jakaś mulda (których na naszych stokach nie brakuje) nogę podbije i wyglebię jak długa powodując zainteresowanie bardziej doświadczonego ogółu :)

      Usuń
  11. Otóż to! Picie zabronione, zwłaszcza tego co jest moczopędne :). Piwko czy grzaniec w domu, w kapciach :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hehe,z tym sikiem to zupełnie często tak jest, nie tylko na stoku;) narciarskie umiejętności się przydają bo na publicznych klopach usiąść to istne przestępstwo dla własnej pupencji;)

    OdpowiedzUsuń
  13. hehe, z tym sikiem to faktycznie trzeba mieć narciarskie umiejętności opanowane nie tylko na stoku ale w każdym innym publicznym klopie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, tylko w normalnych okolicznościach ruchów nie krępują wszystkie te narciarskie fatałaszki :)

      Usuń
  14. Poczucie humoru mimo wielkiego zagrożenia - rewelacyjne !!! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń