sobota, 16 lutego 2013

Miłości czar, czyli spontanicze wyznanie w autobusie :)

Dzisiaj w nocy, podczas usilnych prób uśnięcia, moja przysadka mózgowa musiała zacząć wytwarzać jakąś bliżej mi nie znana substancję chemiczną odpowiedzialną za tak zwaną głupawkę, ponieważ zaczęły mi się przypominać kompletnie zwariowane rzeczy, co w rezultacie oddalało mnie coraz bardziej od objęć Morfeusza :). I tak, przypomnieć mi sobie dane było pewną zabawną sytuację sprzed kilku lat, kiedy to korzystając ze środków komunikacji miejskiej, miałam okazję być świadkiem miłosnej deklaracji dziewczyny do chłopaka. I jego reakcji na ową deklarację. A mianowicie,
dziewczyna w wieku lat około 16 "zawieszona" na chłopaku, jak na moje oko, również w tym wieku, jadą i chybocą się rytmicznie w takt podrygiwań autobusu linii nr 46. Reszta pasażerów również podryguje, lecz pewnie o niebo lepiej jest chybotać się w ramionach ukochanego, niż ramię w ramię ze Stachem czy Zbychem, którego organizm nie poradził sobie jeszcze z przetrawieniem w nadmiarze spożytego dzień wcześniej alkoholu. Pomijając dyskusję na temat wątpliwej przyjemności podróżowania autobusami w kolorze czerwonym...ooops....już od dawna w niebieskim :)....skupmy się na zakochanych, młodych ludziach. A więc (oj polonistka dałaby mi popalić :), jadą tak zakochani wpatrzeni nie w siebie, lecz w przesuwający się z wolna krajobraz za oknami, jadą i się chybocą, a z nimi jadę ja i chybocę się tak, aby zminimalizować kontakt fizyczny ze Stachem, tudzież Zbychem. I tak bujając się jestem mimowolnym świadkiem dialogu pomiędzy synchronicznie bujającą się parą nastolatków. Niewiasta zadziera głowę i patrzy z miłością w oczy swego wybranka, mówiąc:
- jo Cię chyba kochom
Na co wybranek jej serca, nie odrywając wzroku od okna, odpowiada znudzonym tonem:

- eeee, srosz! ::::)))))))

I jak tu się nie uśmiać :)

1 komentarz:

  1. O rany! aż mnie zatkało, to pojechał równo :)))

    OdpowiedzUsuń